środa, 3 czerwca 2026

1 CZERWCA

Niczym latarnia słońce zaświeciło,

W bezkres przestrzeni smugą wypływając.

Jasności ostrzem na wskroś się przebiło,

Przez drzew czupryny blask swój przesiewając,


Aż te listowiem w złotawej zieleni

Zadrżały, błyszcząc jakoby diamenty -

Blaszka limonką brokatu się mieni

Niczym szmaragdem, którym owinięty


Jest każdy konar wystrzelony w błękit

O rozrzedzonej strukturze obłoków...

Wiatr tych klejnotów szeleszczących pęki

Na dłoniach niesie ku mojemu oku,


Budząc w mych członkach wulkan ekscytacji,

Topiący ciało wręcz lawą zachwytu.

Szafirem brzęczy rwący nurt wibracji...

Emocje moje sięgają zenitu!


I gdyby nie to poranne powietrze

Studzące rumień wewnętrznego ognia,

Pewnie z podziwu pękłoby mi serce,

W którego sieci wpadam niemal co dnia,


Łapiąc jak ryba z morza wyrzucona

Oddech, co skrzela jej żarem wypala...

Czym zasłużyłam, żem jest wywyższona,

Że się istota ma z naturą scala,


Na własnej skórze zjawisk doświadczając,

O jakich mędrcom się nawet nie śniło?

Zaszczyt szampana smakiem ów spijając,

Marzę, by zawsze, jak jest teraz, było.


Z tego powodu, zanim kur zapieje,

Nim się horyzont blado zarumieni,

Wychodzę z domu, choć jeszcze nie dnieje,

By stanąć w zorzy szlachetnych kamieni,


Którymi słońce, wschodząc, się objawia,

Gdy wytwornością źrenice wypala,

Czego się dusza moja nie obawia,

A jeno świtu majestat wychwala.

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz