środa, 10 czerwca 2026

WYMIAR CZASU

Jakże się puszy upierzona trawa,

Kłosami kwiatów w lazur się wspinając.

Nie zadrży nawet w niej wiatrem obawa,

Że umrze w słońcu, o słońce błagając.


Ach, gdybym miała hart ducha tak dzielny

Jako ta trawa w słomkowym przekwicie,

Nie byłby zdolny los, nawet bezczelny,

Cierpkim uczynić moje słodkie życie.


Zachłanne dłonie jak studnię bezdenną

W górę ku słońcu zawsze bym wznosiła,

Z drzemiącą siłą we mnie potajemną

Mej codzienności truciznę bym piła,


Nie myśląc wcale o ciała kruchości

Obsypującej się martwym naskórkiem...

Czas, jak tę trawę, bez zbędnych czułości

Sieje mnie niczym kwiatów startym wiórkiem...


Z tą wszak różnicą, że kiedyś przeminę,

A trawa wiosną znowu się odrodzi.

Dźwigam na barkach pierworodną winę,

Która z pragnieniem życia się nie godzi.


Ślady zadepczą moje pokolenia

Cywilizacji pędem tresowane.

Echo nie wspomni mojego imienia.

Wzrok mój nie wejdzie w trawy rozczochrane


I nie wypłynę już tratwą spojrzenia

Na pióropuszy słomkowe przekwity...

Mój czas ma wymiar ostatniego tchnienia -

Dla traw się w trawach zdaje niespożyty...

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz