piątek, 19 czerwca 2026

JA TO MAM SZCZĘŚCIE

Wiatr wpadł we śmigła gałęzi zielonych,

Więc te wirować i szaleć zaczęły.

Jak młyńskie koło we wodach spienionych,

Tako i one liście w obrót wzięły,


Przez co się zdało, że nie szum, a chlupot

Dudni potęgą oberwania chmury,

Przypominając wodospadu stukot,

Co ma złowieszczy dźwięk mrocznie ponury,


Rozdzierający ostrzem spływu skały,

Z których nurkuje ścianą wściekłej rzeki

W taflę, co hukiem wręcz rozszarpywały

Plusku chlapiące i ciężkie zacieki.


Szelestu strumień jak blaszanym wiadrem

Chlusną w twarz siłą, z powiek mych zmywając

To, co w mej duszy siedzi cicho na dnie,

W komorach serca żalem kołatając.


Nie drgnęłam nawet, w dźwięki się wsłuchując

Liści o liście rytmicznie klaszczące,

Które to we mnie, krwi prądem pulsując,

Wskrzesiły lata już mgłą zachodzące...


I świst sosnowych szczotek się pojawił

Rozczesujących jedwabne obłoki.

W pniach ich strzelistych, gdzie cień błogość sprawił,

Patrzyłam w niebo jak ich maszt wysoki


Kołysze miękko się na tle lazuru,

Rozkosznie mrucząc swą elastycznością,

Zakotwiczony haczykiem pazurów

Korzeni, które ze śliską łatwością


Wpełzają we mchu aksamitny pancerz

Wyrastający z grzybami pachnącej

Ziemi we ściółki rudo-rdzawej halce

Z jagodzinami się przeplatającej...


Jakaż to rozkosz dla mojej tęsknoty...

Stanąć na skraju lasu sosnowego,

Zażyć żywicą skropionej pieszczoty

Z opuszka wiatru w drzewach szepczącego...


Stoję przy jezdni zgarbionym zakręcie

Obok kapliczki krzyża przydrożnego.

Ptaki w koronach wyśpiewują szczęście,

Jaskółki w locie zaś tańczą do niego.


Idę w głąb wioski wzdłuż szeregu domów

Błyszczących okien swych szklaną źrenicą.

Wchodzę w obejścia niemal pokryjomu,

Mając nadzieję, że znów mnie zachwycą


Odgłosem drobiu w podwórzach rozsianym,

Psem na łańcuchu z radości skomlącym,

Odgłosem kosy w ostrze wklepywanym,

Wózkiem drewnianym kołem swym jęczącym,


Gwarem dyskusji i śmiechem serdecznym

Ludzi z sąsiedztwa siedzących przy stole,

Łanem zbóż, co się wydaje wręcz wiecznym,

Bruzdą ziemniaków, którą kwitnie pole,


Zapachem chleba w dzieży rosnącego,

Modłą różańca w świerszczowej okrasie

I smakiem mleka zsiadłego, świeżego

I brzękiem kubków dyndających w pasie


O wschodzie słońca ciągnącego w bory

Jagód spragnionych mieszkańców tej wioski,

Aurą bezsennej, choć już późnej pory,

Kiedy to echo niesie w gwiazdy plotki...


Coraz to częściej mnie się wracać zdarza

Do miejsc pachnących łąką i ogniskiem,

Bożego Ciała klęczeć przy ołtarzach

Lub przeskakiwać wręcz z dziecięcym piskiem


Przez rzekę Czarną szemrzącą mlaszcząco

W gęstwinach jeżyn, traw, brzóz i topoli...

Ten obraz wspomnień ścieżką prowadzącą

W świat, co jest ziarnem rozpuszczonej soli,


Mam wciąż przy sobie jak pożółkłe zdjęcie

Trzymane zawsze niczym skarb w portfelu -

Mam niebywale wyjątkowe szczęście -

Chwile wspaniałe pośród zmartwień wielu,


Będących szlakiem ludzkiej codzienności

O syzyfowym, żmudnym zabarwieniu

W szarej zazwyczaj bytu przyziemności

Ku gasnącemu powoli istnieniu.

Grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz