A pójdźże za mną udeptaną ścieżką
Z wyprasowanej i chrupiącej ściółki
W głąb, gdzie oddycha się zachłannie rześko,
Gdzie echo zwodzi odgłosem kukułki
A sosny w z igieł dzierganych spódnicach
Jak w kałamarzu pióro się kołyszą,
Niosąc błękity na tańczących szpicach,
Na świata strony szumiąc błogą ciszą...
Poczuj jak pachnie popękana kora
Na lep żywicy do pnia przyklejona...
Świstem gałęzi szepcze epifora.
Błądzi poezja jej mantrą zwabiona.
Wsłuchaj się zatem... o czym rozprawiają
Pomrukujące pod niebem korony?
Słowa z przestrzeni jak ptaki sfruwają...
Bądźże ich brzmieniem ufnie prowadzony!
Wyczujże źródło, co jak serce bije
Pod stopą, która do ziemi przylgnęła,
Co krwi obiegiem pod runem się wije.
Sieć się neuronów w korzeniach rozpięła.
Posmakuj piachu, co z którego słońce
Wyssało rosę nim się weń wtopiła.
Niech jego ziarna przyjemnie gorące
Będą jakoby wytrwałości siła
Z pokorą kroki twoje przyjmująca,
Chociaż pod nimi zgrzyta rozcierana.
Życie w tym miejscu nie doświadcza końca
A wieczność jeno jest celebrowana,
Więc... pójdźże za mną udeptaną ścieżką
Z wyprasowanej i chrupiącej ściółki.
Niechże poniesie nas swobodnie lekko
W czas, co nad którym szybują jaskółki.
Staniemy razem na wysokich brzegach
Wypełzających drzew palcami w rzekę
Cali w deszczowych, przezroczystych piegach,
Mając z tej chwili nieziemską uciechę.
Zjedziemy z brzegów owych jak na sankach,
Wcierając w ciało piasek cytrynowy.
Wiatr na nas spocznie jak w oknie firanka,
Gdy pod jej żaglem przeciąg jest gotowy
Wypłynąć w morze bezkresnego nieba,
Które chlupocze obłoków spienieniem.
Koryto wody wpełza rwąco w drzewa.
Zjedziemy z brzegów w rzekę jak kamienie
I wielkim pluskiem uszczypniemy ciszę,
Aż ta spłoszona echem zatrzepocze.
Ja na tych brzegach już stopami wiszę
I znowu w strugę, dzieckiem będąc, wskoczę,
I las sosnowy wypełni się śmiechem
Pociech, co w rzece pławią się jak ryby.
Niepowtórzenie tej chwili jest grzechem.
Skacz zatem ze mną, lecz nigdy na niby!
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz