środa, 3 czerwca 2026

DEKRET KRÓLOWEJ

Oj, dybiesz na mnie, losie złem podszyty,

Bylebym uszczknąć szczęścia nie zdołała.

Dzban twej hojności na mak jest rozbity.

Nie będę więcej o nic cię błagała.


Drzwi pozamykam oraz okiennice

I mą wrażliwość uszczelnię rozwagą!

Bez kompromisu wyznaczę granice

I się rozprawię z obłudników plagą!


Przy stolę siądę jedynie w tym gronie,

Które z szczerości i z prostoty słynie.

Do ludzi w prawdzie wyciągnę me dłonie -

Bez błogosławieństw nikt mnie z nich nie minie;


A na szalbierzy bat spojrzeń ukręcę

I, wzrokiem świszcząc, dojść im nie pozwolę

W mej prywatności miejsce niemal święte,

Gdzie, miast bigotów, gościć tylko wolę


Samotność, co mnie swą ciszą rozpieszcza,

Pozwala myślom mym się wypowiedzieć,

Pod nosem nuci melodię do wiersza,

Przy którym z kawą lubię rankiem siedzieć,


Co pachnie drukiem odkurzanych książek

I dymem drewna ogniem trawionego,

Trzepocze wdzięcznie parasolem wstążek

Nad kapliczkami krzyża przydrożnego,


Co wspomnieniami ścieżki zarośnięte

Przeciera z bólem już stawianym krokiem,

Okiem nurkuje w błękity rozpięte

Nad lat minionych dziewiczym widokiem,


Za którym tęskni nostalgia w zadumie,

Czyniąc z dnia na dzień przeszłość wyraźniejszą...

Bez tych powrotów już chyba nie umiem

Mą celebrować chwilę teraźniejszą...


Drwisz ze mnie, losie aż do szpiku kości

Zrobaczywiały straszną bezdusznością.

Nie potrzebuję już twojej litości!

Gardzę też, losie, twą pobłażliwością!


Na cóż mi twoja przychylność w mym wieku?!

Pół wieku rzucasz mi kłody pod nogi,

Marzenia spuszczasz me, losie, do ścieku,

Na czworo dzielisz jak włos moje drogi,


Bylebym, idąc, nań się potykała

I upadała, skroń do bruku tuląc.

Nie przewidziałeś, że będę wstawała,

Wolę do walki niestrudzoną budząc.


Dziś mi kolejne w twarz rzucasz wyzwanie,

Które udźwignąć na swych barkach muszę.

Szepcząc jednakże: "Dopomóż mi, Panie",

Wbrew tobie z posad bryłę świata ruszę,


Drżyj więc przede mną, nie wart funta kłaków

Losie, co podłą ukrywasz naturę!

Na rozwidleniu wszak drogowych znaków,

Gdy wdzieje słońce królewską purpurę,


Ruszę na przekór wszelkim drogowskazom

W kierunku stopą jeszcze nieprzetartym.

Uszczypliwości twoje mnie nie zrażą.

Zawiść twą uznam za głupiutkie żarty.


Nie jesteś godzien wiązać mi sandałów.

Zatem nie będziesz o mnie decydować!

Nie będziesz prawił mi, losie, morałów!

Racz naiwnymi, jeśli chcą, żonglować.

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz