Gdy kogoś spotyka coś, Drogi Panie,
Z czym sobie w życiu poradzić nie umie,
Szarpie w rozpaczy włosy i ubranie,
Bowiem milczenia Twego nie rozumie,
Nie może pojąć, że Ty - Miłosierny
Pozwalasz, patrząc, posmakować złego.
W złości niejeden krzyknie, żeś bezczelny!,
Lub w twarz Ci rzuci, żeś niegodzien tego,
By Cię nazywać Bogiem Wszechmogącym,
Skoro Swej mocy skąpisz cierpiącemu,
Skoroś jest Stwórcą ból dopuszczającym,
Nie chcesz odebrać człekowi biednemu
Trudów codziennych, życie umilając,
Żeby i miodem, i mlekiem płynęło...
Takiego bytu, Tobie urągając,
Nie chcę, mój Panie, bo... cóżże mi z tego?!
Gdyby mnie smutek czasem nie nachodził,
To by mi radość obcą przecież była.
Gdyby organizm mój mnie nie zawodził,
Nie doceniłabym, czym jestże siła.
Gdyby mi nogi bezbłędnie służyły,
Błogosławieństwem bym że nie nazwała
Tego, iż mękę o sprawność przebyły,
Żebym się na nich godnie przemieszczała.
Gdyby mnie przeszłość octem nie karmiła,
Może empatia byłaby złudzeniem.
Gdybym o wodę i chleb nie walczyła,
Wszelkie bogactwo byłoby znudzeniem.
Gdyby mnie ludzie nie rozczarowali,
To bym kochała ich bardziej niż siebie.
Gdybyś nie przybył, gdy się świat mój walił,
Bym nie poznała Cię, będąc w potrzebie,
W której podniosłeś mnie z ziemi zdeptaną
Przez hordę mściwców oraz zawistników.
To dzięki Tobie nie jestem przegraną,
Chociaż mam wrogów wokół mnie bez liku.
Za cóż więc mam Cię oskarżać, mój Panie,
Kiedy mnie w życiu coś złego spotyka?
Dlaczego? Po co? - to zbędne pytanie.
Ty upadałeś - i człek się potyka.
Biorę, co daje los, choć mi na przekór.
Wiem, żeś jest obok, więc dam sobie radę.
Przeżyłam Panie piękne już pół wieku
I doskonale zdaję sobie sprawę,
Iż doświadczenia niełatwe z natury,
Co to kielichem goryczy mnie poją,
Czynią mnie - dziewczę mizernej postury -
Kobietę, której myśli się nie boją
Tego, co zdarzyć się za chwilę może
Nawet, gdy strachem mi w oczy zagląda.
Na ramię krzyż mój z pokorą położę.
Od lęku jestem dzięki Tobie wolna.
I ciągnąc, Panie, te belki na grzbiecie,
Które mi łamią karku kruche kości,
Wiem, że nie znajdę niczego na świecie,
Co mi zastąpi dar Twojej miłości.
Nie dla mnie zatem trzydzieści srebrników -
Te bowiem tracą szybko na wartości.
Nie dla mnie buty wielkich podróżników
Ani wszelakie inne wspaniałości.
Jedynie kącik pod liści dachówką
W powojach kwiatów z papierem i piórem,
Domek drewniany z gankiem, z podmurówką
I Ty strzegący tego miejsca murem,
I zapach druku lawiny mych książek
Rozchwytywanych jak świeże bułeczki...
Czy być pisarką, Panie Boże, zdążę
Zanim spakuję dossier me do teczki,
Którą się stanę w szufladzie komody
Pośród notatek spraw niedokończonych?
Człowiek nie stary, chociaż już nie młody
W kapciach za dużych oraz przechodzonych...
Być może jutro, za tydzień lub miesiąc
Ten talent, Panie, coś mi dał, rozmnożę.
Pod krzyżem idę, tym się, Boże ciesząc,
Że kiedyś przecież na bok go odłożę.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz