wtorek, 21 kwietnia 2026

KORONA Z BRZÓZ

Otuliły już brzozy złotymi pledami

Ścieżki oraz chodniki pod nimi płynące,

Co, rdzewiejąc, się mienią miedzi odcieniami

Jak na puder roztarte zachodzące słońce


Pozszywane kwiatami w brązowym kolorze

Na wzór sieci rybackiej, która wyłowiła

Bursztynowo gasnącą pod stopami zorzę,

Co się pyłem miodowym gęsto rozścieliła,


Chociaż z liści wiatr jeszcze wyczesać nie zdołał

Owych kwiatów sprószonych mgiełką cynamonu.

Szum w gałęziach o litość - wydaje się - woła,

By nie stracić kwitnienia, które po kryjomu


Już odchodzi szelestnie w cienie zapomnienia,

Ustępując zieleni w puchatej koronie...

Kwiat się z brzozy w dywany na chodnikach zmienia

I niejedna nim ścieżka mahoniowo płonie...


Stąpam po tych kobiercach, kroki wygłuszając

I się ciszy pod brzozą bacznie przysłuchując,

Gdy ta drzemie, przeczucia w ogóle nie mając,

Że ktoś stoi tuż obok, oddech jej kosztując...


Pluszczą fale warkoczy w liściastych kokardkach,

Kaskadami gałęzi spływając z konarów...

Szemrze w brzóz tych koronie jakby rzeka wartka,

Co obraca jak w młynie wskazówki zegarów.


Gołąb przysiadł, gruchaniem szeptom dokazując,

Które w blaszkach listowia jak językiem klaszczą.

Po kobiercach z kądzieli ów brzóz spacerując,

Idę drogą przez życie, przekwitając, własną


Z sikorkami w koronie zamyślonej głowy,

Z rudzikami, drozdami, kosami w komplecie.

Już dotarłam do szlaku istnienia połowy

W słońca, które się budzi, różowym berecie


Jak dziewczynka skacząca w kałużach o świcie

Światła, co się napina jasności strunami

Wśród brzóz szeleszczących niczym kartki w zeszycie

Przeplatane kwiatami jakoby wstążkami...


Pomrukują nade mną jakby kot ów brzozy,

Które płyną pode mną złota strumieniami.

Pachną sokiem żywicy gdzieś w powietrzu łozy...

Pachnie przestrzeń o świcie wodnymi trawami...


Nie chcę wracać do domu o tak wczesnej porze.

Dusza moja bezwstydnie, nago może hasać

I w strumieniach jutrzenki wykąpać się może,

Krzyczeć, śpiewać lub śmiać się albo na głos płakać.


Pod koroną z brzóz owych na złotym dywanie

Stoję niczym królowa przezeń z dumą czczona.

Ciało moje jakoby jedwabne ubranie,

Pod nim dusza zaś gore szczęściem wywyższona.


W takim zatem momencie przyziemność doskwiera,

Codziennością świadomość gardzi pospolitą.

Niebo na mnie jasności okiem swym spoziera,

Więc nie umiem się oprzeć tym pięknym zaszczytom.

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz