piątek, 3 kwietnia 2026

GDY JESZCZE CIEMNO

Jeszcze jest ciemno... - i tak chyba wolę...

Puste ulice skąpane w latarniach,

Ciszy dziewiczej beztroskie swawole,

Skrząca się rosa w napuszonych darniach


I szelest myśli jakby odgłos myszy,

Która wsunęła się w miotły gałęzie,

I szum szemrzący, co się ledwo słyszy

Echem bezwietrznym rozsiewany wszędzie...


I ton westchnienia jakby nawałnicy

Rozdzierającej spokój krystaliczny

Niczym falbany szarpanej spódnicy

Przez krok w ucieczce niemalże paniczny


Spłoszony dźwięków wydechu lawiną

Osuwającą się w otchłań przestrzeni,

Co się zamarcia okazał przyczyną

Jutrzenki bladej i płowej czerwieni...


I orzeźwienie, które twarz obmywa

Mgiełką oparów gleby odsączanej,

Które ku niebu chłodem się podrywa

Bielą łabędzi na skrzydłach huśtanej...


I to uśpienie zmysłów przebudzonych

Tworzących bańkę wokół mnie, lecz szklaną,

W głębinie doznań niczym nie mąconych

Przez bezruch w miejscu na tafli puszczaną


Ku rozwidnieniu wabiącemu ludzi

Wypełzających jak mrowiem spod ziemi...

Już obcasami tłum się w pocie trudzi,

Krzyżując błogość ostrzami promieni,


Więc!... póki ciemno jeszcze się rozciąga

W peniuar różu przedświtu odziana

Jak łódź z papieru, co w dal płynąć skłonna,

Wibracją stanu jestem podmywana,


Który mnie niesie w bezkres odprężenia -

Naiwną może, bo zgodną ufnością -

W akt wznoszącego się od wschodu dnienia,

Co mnie wraz z słońcem wywyższa lekkością,


Lecz wciąż jest ciemno... - i tak właśnie wolę...

Poświata mleczna w bezmiar się rozlewa,

Który wzniesiony na czerni cokole

Z wszech stron przejrzyście ptasim trelem śpiewa,


A tuż nade mną księżyc zasłuchany

W kłębach przez bruzdy chmur puchatych brodzi...

Nurkuję wówczas w ciszy oceany,

Skacząc z zadumy nieprzebranej łodzi


W wodę niosącą mą twarz jak na płótnie,

Na którym rysy swe potem odbiła...

Zanim tę ciemność szpada światła utnie,

Będzie mnie poić jej niezwykła siła.


grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz