Jeszcze jest ciemno... - i tak chyba wolę...
Puste ulice skąpane w latarniach,
Ciszy dziewiczej beztroskie swawole,
Skrząca się rosa w napuszonych darniach
I szelest myśli jakby odgłos myszy,
Która wsunęła się w miotły gałęzie,
I szum szemrzący, co się ledwo słyszy
Echem bezwietrznym rozsiewany wszędzie...
I ton westchnienia jakby nawałnicy
Rozdzierającej spokój krystaliczny
Niczym falbany szarpanej spódnicy
Przez krok w ucieczce niemalże paniczny
Spłoszony dźwięków wydechu lawiną
Osuwającą się w otchłań przestrzeni,
Co się zamarcia okazał przyczyną
Jutrzenki bladej i płowej czerwieni...
I orzeźwienie, które twarz obmywa
Mgiełką oparów gleby odsączanej,
Które ku niebu chłodem się podrywa
Bielą łabędzi na skrzydłach huśtanej...
I to uśpienie zmysłów przebudzonych
Tworzących bańkę wokół mnie, lecz szklaną,
W głębinie doznań niczym nie mąconych
Przez bezruch w miejscu na tafli puszczaną
Ku rozwidnieniu wabiącemu ludzi
Wypełzających jak mrowiem spod ziemi...
Już obcasami tłum się w pocie trudzi,
Krzyżując błogość ostrzami promieni,
Więc!... póki ciemno jeszcze się rozciąga
W peniuar różu przedświtu odziana
Jak łódź z papieru, co w dal płynąć skłonna,
Wibracją stanu jestem podmywana,
Który mnie niesie w bezkres odprężenia -
Naiwną może, bo zgodną ufnością -
W akt wznoszącego się od wschodu dnienia,
Co mnie wraz z słońcem wywyższa lekkością,
Lecz wciąż jest ciemno... - i tak właśnie wolę...
Poświata mleczna w bezmiar się rozlewa,
Który wzniesiony na czerni cokole
Z wszech stron przejrzyście ptasim trelem śpiewa,
A tuż nade mną księżyc zasłuchany
W kłębach przez bruzdy chmur puchatych brodzi...
Nurkuję wówczas w ciszy oceany,
Skacząc z zadumy nieprzebranej łodzi
W wodę niosącą mą twarz jak na płótnie,
Na którym rysy swe potem odbiła...
Zanim tę ciemność szpada światła utnie,
Będzie mnie poić jej niezwykła siła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz