środa, 15 kwietnia 2026

W WIOSENNYM DESZCZU

Wręcz transparentna szarość mnie połyka

Nieba, przez które płowe słońce świeci.

Bezwietrzna cisza nutami walczyka

Z ów srebrnej toni topiącej się leci,


Z łoskotem szumiąc i pluszcząc, i chlupiąc,

I klawiaturą o liście stukając,

I w źdźbłach z kryształu obcasami tupiąc,

I ziarna piachu jak glinę sklejając,


I z tulipanów chlapiąc przepełnieniem,

Z dachów strużkami o dachówki klaszcząc

I w parapety dudniąc rozdzwonieniem,

W przestrzeni siorbiąc i chlipiąc, i mlaszcząc...


Usiadłam w parku na drewnianej ławce

Pod strumieniami błękitów płaczących,

Patrząc na dżdżyście skroplone dmuchawce,

Słuchając dźwięków mżyście wszem siąpiących...


Zamykam oczy, gdy deszcz po mnie spływa,

Zmywając ciężar codziennej tułaczki.

Wtem od zadumy chlustem mnie odrywa

Nurt wpław niosący grzbietem rzeki kaczki,


Na których wzrokiem radości osiadam,

Żeglując na nich w spokój bez pośpiechu...

A niebo na mnie obfitością pada

Spijane łyżką zachłannego wdechu...


Przemokłam cała, co mnie nie zniechęca.

Dreszcz gęsią skórką obsypał me ciało.

Samotność tonem kapiącym zanęca,

W kaskadach tonąc, okolicę całą,


Bym pozostała w tym właśnie momencie

I tu, i teraz wbrew ludzkim odruchom,

Znajdując w deszczu wręcz szampańskie szczęście,

Gdy to musuje w sznurach wody głucho...


Nigdzie nie idę w ławeczkę wrośnięta

I do jej desek sobą wsiąkająca.

Na kwiaty z deszczu opada ma pięta.

Stopę okrywa trawa skapująca


Sokiem błękitów w srebrzystej poświacie,

Co się ze słońcem, z księżycem nie wiąże...

Siedzę na ławce w krystalicznej szacie,

Przez co ulewą grawitacji ciążę,


Mając wrażenie, że świat mnie upija -

Łyczek za łyczkiem się mną delektując...

Dżdża, mżąc znikomo, powolutku mija,

Po mojej skórze kroplami wędrując...


Zostanę jeszcze mimo przemoczenia.

Deszcz, choć nie leje, z roślinności kapie,

W kałużach stygnie wibracją pierścienia

I jak kamieniem w prądzie rzeki chlapie.


Wokół ni duszy żywej nie uraczę.

Jedynie myśli w kaloszach biegają,

Co za którymi niczym dziecko skaczę,

Gdyż do beztroski błogiej zachęcają,


Przez co nie śpieszno mi wracać do domu.

Niech mnie wysuszy wilgotne powietrze.

Nie mam zamiaru zawadzać nikomu,

Ale i spotkać też nikogo nie chcę.

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz