Cisza mnie, Panie, w tej chwila otula...
Groby najgłośniej przemawiają do mnie,
Że bliższa ciału niż dusza koszula,
A żyć powinno się po prostu skromnie,
Bo nic się z sobą, Boże, nie zabierze,
Gdy śmierć nas rzuci na wóz pełen trupów.
Wówczas (tu wyznać wszak wypada szczerze)
Czas nas okradnie z przechodzonych butów.
Zostaną tylko ułomne wspomnienia,
Które wybiórczo pamięć o nas skleją
W historię godną jeno zapomnienia,
Gdyż młodzi w twarz się jej jedynie śmieją...
Cisza mnie, Panie, niesie na swych rękach
Niczym ofiarę na całopalenie...
Życie codzienne - radość i udręka,
I po omacku zdradliwe błądzenie
Oraz nadzieja na dzień rozpoczęty
Patrząca w przyszłość wciąż optymistycznie
Jakby z nas każdy był, nie: mógł być, święty,
Jakby zło zniknąć miało wnet! magicznie,
Choć strach nas szarpie, Panie, za ramiona
I żal rozpaczą krzyczy w niebo głosy,
Bo dusza w ludziach zaniedbana kona,
Moralność z bólu zaś rwie z głowy włosy.
Cisza mnie, Panie, wymawia najgłośniej,
Bezwstydnie całą światu obnażając.
Milczeć by było, mój Boże, najprościej,
Siebie przed sobą w bezdźwięku chowając,
Lecz gardzę wstydem, co tłamsi człowieka.
Niech niecne czyny skrępowanie pali!
Niech przed sumieniem wyrzut nie ucieka,
Gdy rzeczywistość się haniebnie wali!
Niech sprawiedliwość domaga się władzy,
Sądząc za zbrodnie krwią obmyte ręce!
Pełni miłości, choćby byli nadzy,
Bliźniemu z siebie dać mogą najwięcej!
Cisza mnie, Boże, jak matka pociesza,
Że wszelkie rany kiedyś się zagoją...
Zgiełk się bezczelnie w jej tonacje miesza
I się hałasy echem myśli roją,
A wtedy, Panie, wzrok w błękity wznoszę
I w toń się wiatru beztrosko zanurzam,
Jak liść na wodzie i ja się unoszę
W przestrzeni, którą pode mną odczuwam
Niczym puch szumów szeleszczących pluskiem,
Z łoskotem co się w gwiazd trybach obraca...
Śmierć cyka... tyka... pełnym trupów wózkiem.
Spokoju we mnie jednak nie rozprasza.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz