Coraz częściej woń czuję sosnowego boru
I alei piaszczystych ściółką przysypanych,
Co pod której to warstwą rdzawego koloru
Widać sploty korzeni wiatrem kołysanych
Drzew strzelistych w spódnicach z igliwia plecionych
I pachnących żywicą nań kwiatów złocistych
Przeplatanych z łuskami bukietów czerwonych
Przygaszonych zielenią odcieni przejrzystych,
Wirujących pod niebem lekkim kołysaniem
Hipnotycznej muzyki pni miękko trzeszczących
I kojących me zmysły Ziemi się huśtaniem
Pod obłoków woalem nań opadających...
Szum paproci mnie mami i słodycz jagody
Okraszonej borówki nieśmiałym rumieńcem.
Stopy moje wpadają w mech dziewiczo młody.
Nozdrza kuszą konwalie rozrośnięte wieńcem...
I wtem... czuję aromat starych ścian drewnianych
Zasłoniętych rudbekii żółtej pomponami,
Z których wspięły się w błękit z malw gęsto rozsianych
Płatki w odcieniu różu pod domu oknami...
I znów czuję soczystość pieczonej cebuli
Na fajerach rozgrzanych wręcz do czerwoności...
Wiatr szaleje na sznurku w upranej koszuli,
Jaskółkami żonglując w przypływie radości!
Gdzieś z oddali kukułka ciszę nawołuje,
Którą echo przedrzeźnia łąk i zbóż szelestem...
Śliwa, jabłoń i grusza perłowo pączkuje...
Krzewy pachną porzeczką, kwitnącym agrestem...
I ta wdzięczna prostota ciągle mnie nachodzi...
Wspomnieniami zagaja, w progi chałupy prosi,
Z drogi w czasy minione skutecznie mnie zwodzi,
Na piedestał mą przeszłość królewsko wynosi,
Więc w pokoju przy stole wydaję się błądzić
Ścieżynami polnymi pod brzóz zadaszeniem...
W takiej chwili cokolwiek trudno jest mi sądzić.
Rozkoszuję się jedno mych doznań wzruszeniem
I ulegam powrotom w te dni z kalendarza,
Które kartek wyrwanych trzepoczą skrzydłami...
Coraz częściej się w przeszłość uciekać mi zdarza.
Czyżby wprawę tę człowiek nabierał z latami?
Mój śmiech jako dziewczynki słyszę wyraziście.
W nogach wrośniętych w ziemię czuję jej podskoki.
Widzę jej piwne oczy błyszczące przejrzyście.
Śledzę wręcz z zachłannością jej zatarte kroki...
Czymże jest ta tęsknota, co mnie prześladuje,
Depcząc boleśnie pięty me do krwi obtarte?
Me dzieciństwo jak w berku uchwycić próbuję
Jakby życie dorosłe nic nie było warte...
Coraz częściej wszak czuję dotyk na ramieniu
Świata, który przeżywam świadomie na nowo...
Coraz częściej zastygam w wymownym milczeniu,
Za dziewczynką z przeszłości biegnąc z siwą głową...
I nostalgia mnie łamie, na kolana rzuca,
Gdyż się żal upomina za zwrot straconego.
To spotkanie z minionym, choć (zda się) zasmuca,
Daje mi znów doświadczyć bytu szczęśliwego.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz