poniedziałek, 4 maja 2026

CORAZ CZĘŚCIEJ

Coraz częściej woń czuję sosnowego boru

I alei piaszczystych ściółką przysypanych,

Co pod której to warstwą rdzawego koloru

Widać sploty korzeni wiatrem kołysanych


Drzew strzelistych w spódnicach z igliwia plecionych

I pachnących żywicą nań kwiatów złocistych

Przeplatanych z łuskami bukietów czerwonych

Przygaszonych zielenią odcieni przejrzystych,


Wirujących pod niebem lekkim kołysaniem

Hipnotycznej muzyki pni miękko trzeszczących

I kojących me zmysły Ziemi się huśtaniem

Pod obłoków woalem nań opadających...


Szum paproci mnie mami i słodycz jagody

Okraszonej borówki nieśmiałym rumieńcem.

Stopy moje wpadają w mech dziewiczo młody.

Nozdrza kuszą konwalie rozrośnięte wieńcem...


I wtem... czuję aromat starych ścian drewnianych

Zasłoniętych rudbekii żółtej pomponami,

Z których wspięły się w błękit z malw gęsto rozsianych

Płatki w odcieniu różu pod domu oknami...


I znów czuję soczystość pieczonej cebuli

Na fajerach rozgrzanych wręcz do czerwoności...

Wiatr szaleje na sznurku w upranej koszuli,

Jaskółkami żonglując w przypływie radości!


Gdzieś z oddali kukułka ciszę nawołuje,

Którą echo przedrzeźnia łąk i zbóż szelestem...

Śliwa, jabłoń i grusza perłowo pączkuje...

Krzewy pachną porzeczką, kwitnącym agrestem...


I ta wdzięczna prostota ciągle mnie nachodzi...

Wspomnieniami zagaja, w progi chałupy prosi,

Z drogi w czasy minione skutecznie mnie zwodzi,

Na piedestał mą przeszłość królewsko wynosi,


Więc w pokoju przy stole wydaję się błądzić

Ścieżynami polnymi pod brzóz zadaszeniem...

W takiej chwili cokolwiek trudno jest mi sądzić.

Rozkoszuję się jedno mych doznań wzruszeniem


I ulegam powrotom w te dni z kalendarza,

Które kartek wyrwanych trzepoczą skrzydłami...

Coraz częściej się w przeszłość uciekać mi zdarza.

Czyżby wprawę tę człowiek nabierał z latami?


Mój śmiech jako dziewczynki słyszę wyraziście.

W nogach wrośniętych w ziemię czuję jej podskoki.

Widzę jej piwne oczy błyszczące przejrzyście.

Śledzę wręcz z zachłannością jej zatarte kroki...


Czymże jest ta tęsknota, co mnie prześladuje,

Depcząc boleśnie pięty me do krwi obtarte?

Me dzieciństwo jak w berku uchwycić próbuję

Jakby życie dorosłe nic nie było warte...


Coraz częściej wszak czuję dotyk na ramieniu

Świata, który przeżywam świadomie na nowo...

Coraz częściej zastygam w wymownym milczeniu,

Za dziewczynką z przeszłości biegnąc z siwą głową...


I nostalgia mnie łamie, na kolana rzuca,

Gdyż się żal upomina za zwrot straconego.

To spotkanie z minionym, choć (zda się) zasmuca,

Daje mi znów doświadczyć bytu szczęśliwego.

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz