Gdybyś mnie mogła, Naturo, ukoić,
Wtulając w drzewa, które liśćmi płaczą,
Łkaniem konarów obmyć i napoić...
A tak się duszą moją smutki raczą,
Ostrzem wydarzeń dzieląc na talerzu
Jakoby kawał krwi pełnego steka
I ubijając jej serce w moździerzu,
Gdyż o godności śmie świadczyć człowieka.
Dziś bałwochwalców tłumy hucznie głoszą
O wrażliwości, wszystkich kłując w oczy.
Na piedestały sami się wynoszą,
A z ust ich potok słów bez czynów broczy,
Jakoby kwasem wyżerając usta
Skrzywione sztucznie w fałszywym uśmiechu.
Echem się niesie ich przemowa pusta
O miłowaniu i życiu bez grzechu,
Przez co nie wahałbyś się wnet! uwierzyć,
Że owi święci raj na Ziemi tworzą.
Ci jednak ludzie są z pozoru szczerzy,
Bowiem empatię jeno mową mnożą,
Prawiąc o sztuce wzajemnych relacji
I fundamencie szacunku bez skazy
Przy na stojąco odgłosach owacji
Chwalącej dobro, o jakim świat marzy,
Lecz, gdy się tylko o ich gest upomni
Szara jednostka będąca w potrzebie,
Żaden z tych świętych swych zasad nie wspomni
I tę jednostkę wręcz żywcem pogrzebie,
Obojętności ją depcząc obcasem
Jak karakana, co się przypałętał -
Żaden z tych świętych nie dzieli się czasem,
O sobie zawsze wszak będzie pamiętał.
Tłum ten zepsuty aż do kości szpiku
Będzie Cię klepał - osła - po ramieniu,
A Ty w tym gronie podłych obłudników
Miód zbierzesz pochwał w pokornym milczeniu
Nieświadom wcale, że w owej słodyczy
Krople cyjanku Ci właśnie podano,
Bo, choć jest żywyś, ów tłum zyski liczy -
Skórę twą z grzbietu już dawno sprzedano.
Ta chmara wrogów pod maską przyjaźni
Próg twój przekroczy, twe lica całując,
A Tyś otoczon rozdwojeniem jaźni,
Będziesz się cieszył, swych gości traktując
Jakoby Boga, co zstąpił w pokoje,
Przy wspólnym stole z Tobą zasiadając;
Tymczasem winien jesteś pójść na boje,
Toksycznych ludzi hen precz wyganiając!,
Bo plemię pełne tych dusz judaszowych
Gotowe Ciebie poświęcić w ofierze
Skalp zedrze palcem z twej uśpionej głowy
I Cię jak tuszę na części rozbierze.
Nie żałuj osób, które Cię zdradzają.
Proch strzep z sandałów i odejdź bez słowa
Od tych, co Ciebie uprzedmiotowiają.
Niechaj przejrzysta będzie twoja mowa -
Niech "tak" "TAK" znaczy, "nie" niech "NIE" pobrzmiewa!
Tego samego żądaj od człowieka.
Jeśli ktoś nutą w innym tonie śpiewa,
Wiedz!, że na Ciebie jak wilkołak szczeka.
Samotność wówczas nie jest Ci przekleństwem,
A wybawieniem, co gasi udrękę.
Lud opętany intencji szaleństwem
Będzie zadawał Ci jedynie mękę,
Będzie Ci pióra z twych skrzydeł wyrywał,
Talentom twoim tylko umniejszając,
Będzie Cię niszczył, przeklinał, wyzywał
I czerpał radość, Ciebie poniżając.
Drzwi swe zatrzaśnij judaszowym duszom!
Z policzków zetrzyj pocałunki zdrady!
Wszak towarzyszyć Ci nigdy nie muszą
Ludzie, co skłonni są tylko do zwady.
Niechaj jęzory wywieszą na brody,
Twe dobre imię jadem opluwając.
By być prawdziwym - uwierz! - żeś gotowy,
Więc żyj!, Judaszów sfory unikając.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz