Głębokiej ciszy teraz potrzebuję,
Która mnie wessie i wchłonie jak gąbka,
I odprężeniem ciało rozmasuje,
Błogo wypełni sobą od środka,
By z podniecenia drżały moje zmysły,
Ufność naiwnie wyparła myślenie,
W nadziei lęki aby się rozprysły
Na pochłonięte światłem płowe cienie...
Niechaj uchwycę elastyczną giętkość
Gałęzi prężnie się rozciągających
I wybijanych w błękit przez namiętność
Jak palce dłoni rozgrzać się pragnących,
A na bezwietrznym tle niechaj usłyszę
Liście, co niczym rzęsy się splatają...
Chcę celebrować właśnie taką ciszę,
W której bezdźwięki swój hałas zdradzają...
Niechże usłyszę jak przez beton ziemi
Źdźbło na powierzchnię ostrzem się przewierca,
Aby zaczerpnąć słonecznych promieni...
Jak trawa dudni wtedy biciem serca,
Aż brzęczą na niej kruchej rosy krople
Niczym szkło, które spada na podłogę,
Lub rozgryzane na drobiny sople,
Kryształki lodu miażdżone przez nogę...
Niechaj usłyszę jak trzaskiem balonu
Pękają pąki od wiosny brzemienne,
Jak wygniecionym rąbeczkiem welonu
Z nich wypełzają płateczki płócienne
I niczym piana delikatnych baniek
Tworzących tęczę w mydlanej powłoczce
Splotą na drzewach bieli pulchny wianek
W bladoróżowej pereł swych otoczce...
Głębokiej ciszy teraz potrzebuję...
Nie słów ni gwaru ulicznej zamieci.
Azylu dzisiaj jeno poszukuję,
Co do którego trafiają poeci,
By duszę swoją ambrozją napoić,
Deszczem łzy obmyć z przemęczonej twarzy,
Lirę do taktu natchnienia nastroić!....
Dziś mi samotnia milcząca się marzy...
W a niej baldachim z pnączy dzikiej róży,
Pod którym krzesło wiklinowe stoi,
Czas wolno płynie... wręcz w miejscy się dłuży...
A od motyli oraz pszczół się roi...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz