Porusz się Ziemio pod mymi stopami,
Bym choć Twe serce bijące poczuła!
Świat włada dzisiaj martwymi słowami.
Natura jadem ich się chyba struła.
Zagrzmijże Niebo, płoń błyskawicami!
Jak możesz patrzeć na to tak cierpliwie?!
Głupiec dziś włada najgłośniej ustami,
A Ty się zdajesz nań zwisać lękliwie.
Zda się, że wydział psychiatrii strajkuje
I podopiecznych puścił na ulice,
W twarz więc mądrości byle kto dziś pluje
A ta o chodnik rozciera źrenice...
Zawyj z rozpaczy, Wietrze, nad tym trupem,
Którym dziś śmierdzi wstrętnie człowieczeństwo!
Miast Słońca w centrum widać jeno dupę
Oraz libido - obłędne szaleństwo.
Wyrwijcie, Drzewa, tę krew z korzeniami
Przelaną w imię wolności, miłości!
Dziś depczą po niej błazny obcasami
Odarci z wszelkiej moralnej wartości.
Zmyjże z powierzchni, Wodo krystaliczna,
Wszelki brud, co się jak monstrum rozrasta!
Niechaj w człowieku dusza będzie czysta
I przestrzeń świeża niech w potędze wzrasta.
Przepalże, Ogniu, linę szubienicy,
Na której wisi, dusząc się, tożsamość!
Świadomość siebie w roli żałobnicy
Dziś opłakuje pogrzebaną radość.
Zakrzyczże, Echo, milczenie kamienne,
Które relacje ludzkie zamroziło!
Toczy się przez to dziś życie codzienne
Jakby na jawie śmiercią tylko było.
Śpiewem wskrzeszajcie, Ptaki, że nadzieję,
Co się z popiołów wygrzebać nie umie!
Niechaj się przy niej smutny człek ogrzeje
I ku lepszemu niczym motyl frunie.
Szelestem zbudźcie, Liście, płodne myśli,
By sztuka z kolan triumfalnie powstała!
Niech winne grona pną się pełne kiści,
By się natchnieniem dusza upijała.
Przegońcie ciemność, bielutkie Obłoki!
Niech jasność wyrwie z letargu umysły.
Ideologii niech opadną mroki
A wybór będzie własny, oczywisty.
Uderz w stół pięścią, Ciszo, z wielką siłą,
By fundamenty chaosu zmurszały,
Aby spokojnie oraz składnie było,
Dni by się w całość z sensem układały,
By każdy wsłuchał się w własne sumienie,
Godność w rynsztoku leżącą podnosząc,
By oddech złapał nareszcie wytchnienie,
Dziękczynnie ręce ku Stwórcy podnosząc!
Rusz się, Przyrodo, stygnąc w przerażeniu,
Kiedy zwierzęta człek humanizuje,
Siebie stawiając w podłym poniżeniu,
I w twarz swą w lustrze z nienawiścią pluje!
Czymże się stało dziś egzystowanie,
Gdy po omacku człowiek, widząc, błądzi,
Bezczelnie w oczy łże śmiałe kłamanie,
Które to prawdę za jej szczerość sądzi?!
Nad populacją ludzką się pochylasz,
Wszelkie Zjawisko i Wszelkie Stworzenie.
Martwa zastyga w owym geście chwila,
Gdy ta ostatnie (?!) swe wydaje tchnienie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz