poniedziałek, 23 marca 2026

JEDYNIE CZEGO

Jedynie czego żal mi będzie, Panie,

Gdy mi odbierzesz poranne wstawanie...


Ptaków, co które rojem pochowane

W splotach gałęzi bujnego listowia,

Drżą wibracjami gromko rozśpiewane,

Kiedy się jeszcze za nocą dzień chowa,


Choć niebo pęka szczeliną ognistą,

Pudrując różem horyzont od wschodu,

Mieniąc się w trawach perłą wody dżdżystą,

Pachnącą świeżo aromatem chłodu,


Który już oczom zasnąć nie pozwala,

Wilgoci palcem rzęsy rozplątując,

Mgły oparami milimetry ciała

Jakby kochanka ustami całując...


Jedynie czego żal mi będzie, Panie,

Gdy mi odbierzesz poranne wstawianie...


Powietrza, które pachnie młodym kwieciem

Z pieleszy pąków jeszcze nie wyrosłych,

Które spod kory spija lepkie ciecze

Wznoszące toast za przybycie wiosny,


Które upija mnie octem jabłkowym

Dojrzewającym pod butwą jesieni

I które wciera mróz w skórę mej głowy,

Gdy ten na twarzy zdrowo się rumieni,


Które opływa lica me strapione

Jakoby dłońmi łzy me ocierało,

Szepcząc szelestem: Nic nie przesądzone,

By mi się życia mimo wszystko chciało...


Jedynie czego żal mi będzie, Panie,

Gdy mi zabierzesz poranne wstawanie...


Kluczy żurawi, gęsi i bocianów,

Których kadłubem nostalgia przepływa,

I mórz paproci, i łąk oceanów,

I raf wrzosowisk, które wiatr obmywa,


I fal motyli, które podpływają

I odpływają spłoszone grą świateł,

Oraz ciem, które przy lampach zwisają,

Tworząc wokół nich skrzydlastą rabatę,


I świerszczy, które dźwiękiem się zdradzają

Pod gwiazd kopułą błyszczącą nad światem,

I żab, co w ciszy rechoczą, kumkają

Jakoby struny zwane kontrabasem...


Jedynie czego żal mi będzie, Panie,

Gdy mi zabierzesz poranne wstawanie...


Wszystkiego, co żeś stworzył na Swą chwałę

I co się Ciebie, Boże, nie wyrzeka,

Leczy - może wyznam przed Tobą zuchwale -

Najmniej brakować mi będzie człowieka,


Gdyż ten się sobie, Panie, sprzeniewierzył,

Sprzedał za rdzawe srebrniki w sakiewce,

W zabobon, wróżby i czary uwierzył,

Twoje Ojcowskie pożerając Serce


I cześć zwierzęciu oddając jak cielcu,

Przed którym płodów swych składa ofiary,

Duszę trzymając jedno na widelcu,

Wobec bliźniego zaś niecne zamiary...


Niczego więcej żal nie będzie, Panie,

Gdy mi odbierzesz poranne wstawanie...


Bo człowiekowi człowiek się obrzydził,

Uprzedmiotowił w niegodziwy sposób,

Gdy z człowieczeństwa pustym śmiechem szydził,

Nie dopuszczając sumienia do głosu,


A dając żądzom dzikim przyzwolenie

Na wydobycie instynktów z czeluści,

Depcząc w zarodku honor i myślenie,

Co już mądrości z niewoli nie puści,


Głupotę jedno na tron zasadzając,

Przed którą dygać naród się nauczył,

Byle człowieka człowiek za nic mając,

Na jego krzywdzie tłusto się utuczył.

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz