Niech Twoje palce kroplami opuszków
Niczym dotyku deszcz na skórę lecą.
Wnet zamknę oczy i, dryfując w łóżku,
Wokół którego gwiazdy jeno świecą,
Zniknę z powierzchni ciężkiej i przyziemnej,
W wymiarze doznań z mej skóry spijając
Strużki pieszczoty nieziemsko płomiennej,
Twoje ramiona za skrzydła me mając.
Osiadaj szeptem na mych skroniach jako
Wiatr przesiewany pajęczyną włosów.
Niech Twoje słowa w myślach równe ptakom
Budzą mnie szumem pełnych mleka kłosów.
Wejdę w te łany jak mnie Pan Bóg stworzył,
By maki, chabry me ciało odziały.
Dreszcz mnie na stada motyli rozmnoży,
Aby te przestrzeń, frunąc, obsiewały.
Oplataj ciałem w Tobie moje ciało,
Które przyrasta do Ciebie z ufnością,
Aby Twe serce we mnie pulsowało
I aby biło me ze wzajemnością;
Byś był kielichem dla mnie jako płatków
Kwiatu, co jeszcze otworzyć się nie śmiał,
Kuląc się w trawie na niewielkim skrawku
W nas potężnego nade wszystko szczęścia.
Niech trwa ta chwila ponad nieskończoność! -
Niech czas nie waży się tej chwili wadzić.
Świat musi zbudzić wszak w sobie świadomość,
Iż nasza miłość może go rozsadzić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz