Pobożne Słońce, co siebie nie skąpisz,
Wszem wobec szczodrze się zawsze rozdajesz,
Zanim o świcie z niebios ku mnie zstąpisz,
Kiedy z pieleszy nocnych cieni wstajesz,
Spłyń na me usta jutrzenki poświatą,
Słodyczą ciepła rozpal moje lice,
Otul me ciało promieni Twych szatą,
Rozpal krwi ogniem uśpione źrenice,
Budź mnie z czci godną wręcz delikatnością
Jakbyś pąk kwiatu w płatki rozwijało.
Niechaj pulsuje Twą, Słońce, czułością
W marzeniach sennych dryfujące ciało.
Niech Cię skosztuję jako usta miodu,
Co je nektarem ledwo w locie musnął,
Gdy z pszczoły sfrunął jeno pudrem słodu
I kroplą złota lepko na nie plusnął.
Pobożne Słońce, które się wysuwasz
Z kieszeni mroku gwiazdom sprzyjającej
I jasną nitką ciemności rozpruwasz
Planety jeszcze głęboko drzemiącej,
Rozsznuruj rzęsy me z sobą zrośnięte.
Niech się powieki jak małża otworzą,
Spłosz wdzięczne myśli w milczeniu zamknięte...
Niech się szelestem szeptów w liściach mnożą.
Zsunę me nogi jak w głąb oceanu
Z łóżka jak z tratwy nań w miejscu stojącej.
Ty mnie zaś, Słońce, doprowadź do stanu
Radości z serca szczęściem tryskającej,
Której nie trzeba powodów wyniosłych,
By chwalić życie nawet najnędzniejsze.
Ucz mnie się cieszyć choć z rzeczy najprostszych,
Patrzeć nań jako cuda najpiękniejsze
Jakich bym mogła nigdy nie doświadczyć,
Gdybyś mnie, Słońce, ze snu nie zbudziło.
To dzięki Tobie wszak mogę uświadczyć,
Iż świat goreje, ale Bożą siłą,
Której przyświecasz jak gdyby monstrancja,
Triumf głosząc życia, kiedy dnieć zaczyna.
Śmierć Ciebie wabi księżycem do tańca,
Płochliwie znika, gdy niebo napina
Łuk Twej jutrzenki, w przestrzeń wystrzelając
Strzały promieni i tym światło czyniąc.
Pobożne Słońce, w Tobie ufność mając,
Nie mogę Ciebie obojętnie minąć,
Z tej to przyczyny więc się zatrzymuję,
Patrzę przez okno w Twą ognistą stronę
I ekscytację niebywałą czuję -
W niej się odradzam i nią, żyjąc, płonę!
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz