czwartek, 18 września 2025

SPOKÓJ

Zamykam oczy... tętno tylko słyszę...

Wypełnia uszy głuchym pulsowaniem

Wpompowującym we mnie niemą ciszę,

Na której toni czuję dryfowanie


Mojego ciała członków przesiąkniętych

Kojącym zmysły błogim odprężeniem...

Ton przejmujący dźwięków rozpryśniętych

Skrapia mnie całą rześkim orzeźwieniem...


Więc mnie unosi przestrzeń krystaliczna

Opływająca z wszech stron ciało wiatrem,

Którego głębia dziewiczo przejrzysta

Pomaga rozstać się z przyziemnym światem,


Przez co unoszę się nad chmur kłębami,

Które się pienią puchem wodnej pary.

Wznoszę się pchana jak mgły oparami,

Wręcz uskrzydlona przez magiczne czary


Baśni i bajek, gdzie dobro wygrywa

Przez zło miażdżone potęgą miłości...

Szum oceanów tej chwili przygrywa,

Czyniąc mnie aktem bezkresnej wolności...


Pohukiwania powiewów masują

Skronie koroną marzeń uwieńczone.

Kaskady liści myśli zaś kartkują

Falami morza w przestwór prowadzone.


Na wskroś przeszywa mnie przyjemna miękkość

Aż ekscytacja drży motyli rojem.

Wchłaniam jak gąbka wręcz nieziemską lekkość

I się nasączam do szpiku spokojem,


Mając wrażenie, że nie krew ma krąży,

Lecz bezgraniczna kosmosu istota,

Która powoli, acz skutecznie dąży

Bym zapłonęła jej światłem ze złota


Galaktyk, które miałem lśnią cyrkonii

Oraz karatem diamentowych szlifów...

Byt jest pode mną jakoby na dłoni -

Jakobym stała na krawędzi klifu.

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz