czwartek, 18 września 2025

POMIĘDZY PORAMI

Odpływ podbiera spod stóp mych ziemię.

Mokry się piasek do skóry klei.

Słońca w oddali stygną promienie.

Bladym się światłem widnokrąg ścieli.


Bryza fal wsiąka w moje ubrania,

Które się marszczą na moim ciele.

Wiatr mroczne chmury z dali przygania.

Niebo się pławi w ów chmur popiele.


Przypływ się wspina po moich stopach

Jakby oderwać chciał mnie od plaży.

Pisk mew zagłusza, lecąc z wysoka,

Myśl, co, by zniknąć, bez przerwy marzy.


Rozciągam ręce, lecz nadaremnie.

Pióra z mych ramion wszak nie wyrosną.

Szarość się snuje wokół bezczelnie

I pluszcze jakby w toni wód wiosło.


Cień leżakuje nad brzegiem morza

I w oceanu wpływa głębinę.

Ptaków w obłokach słychać rozdroża.

Kadłub ich klucza kreśli ścieżynę


Odlotów, które żalem zawodzą

Na pożegnanie rzucanym echu.

Mgły w kępach trawy jak duchy brodzą

I grzęzną w rosie przy dźwiękach śmiechu


Srok, które garstką się rozsiewają

W szeleście liści opadających.

Gałęzie, świszcząc, gwiżdżąc, śpiewają

Przy dźwiękach deszczu mżawką kapiących...


A szum mnie sosen nurtem opływa,

Igliwiem drapiąc gasnącą przestrzeń.

W pastelach barw się zieleń rozmywa

Jako przystało na późny wrzesień...


Ja zaś w przypływach oraz odpływach

Pomiędzy latem oraz jesienią

Patrzę jak wiele znika... przybywa...

Świat płonie ognia złotem, czerwienią


A ta pożoga pochłania drzewa,

Które nagością razić nas będą.

Zapach owoców octem dojrzewa.

Pająki żagle z koronek przędą.


Chlupot łaskocze mnie pieszczotliwie.

Czas na wskazówkach huśta me zmysły.

Dryfuję w otchłań uczuć szczęśliwie.

Dni słoty ku mnie z ukrycia wyszły.


Sinieje morze wraz z oceanem.

Tumany chmur się z nimi swatają.

Pode mną płyną wody wezbrane.

Dni już jesieni odcienie mają.

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz