Odpływ podbiera spod stóp mych ziemię.
Mokry się piasek do skóry klei.
Słońca w oddali stygną promienie.
Bladym się światłem widnokrąg ścieli.
Bryza fal wsiąka w moje ubrania,
Które się marszczą na moim ciele.
Wiatr mroczne chmury z dali przygania.
Niebo się pławi w ów chmur popiele.
Przypływ się wspina po moich stopach
Jakby oderwać chciał mnie od plaży.
Pisk mew zagłusza, lecąc z wysoka,
Myśl, co, by zniknąć, bez przerwy marzy.
Rozciągam ręce, lecz nadaremnie.
Pióra z mych ramion wszak nie wyrosną.
Szarość się snuje wokół bezczelnie
I pluszcze jakby w toni wód wiosło.
Cień leżakuje nad brzegiem morza
I w oceanu wpływa głębinę.
Ptaków w obłokach słychać rozdroża.
Kadłub ich klucza kreśli ścieżynę
Odlotów, które żalem zawodzą
Na pożegnanie rzucanym echu.
Mgły w kępach trawy jak duchy brodzą
I grzęzną w rosie przy dźwiękach śmiechu
Srok, które garstką się rozsiewają
W szeleście liści opadających.
Gałęzie, świszcząc, gwiżdżąc, śpiewają
Przy dźwiękach deszczu mżawką kapiących...
A szum mnie sosen nurtem opływa,
Igliwiem drapiąc gasnącą przestrzeń.
W pastelach barw się zieleń rozmywa
Jako przystało na późny wrzesień...
Ja zaś w przypływach oraz odpływach
Pomiędzy latem oraz jesienią
Patrzę jak wiele znika... przybywa...
Świat płonie ognia złotem, czerwienią
A ta pożoga pochłania drzewa,
Które nagością razić nas będą.
Zapach owoców octem dojrzewa.
Pająki żagle z koronek przędą.
Chlupot łaskocze mnie pieszczotliwie.
Czas na wskazówkach huśta me zmysły.
Dryfuję w otchłań uczuć szczęśliwie.
Dni słoty ku mnie z ukrycia wyszły.
Sinieje morze wraz z oceanem.
Tumany chmur się z nimi swatają.
Pode mną płyną wody wezbrane.
Dni już jesieni odcienie mają.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz