Obserwuję ludzi z głowami w ramionach.
Myśli ich ja kwiaty pozbawione wody
Świadczą, że w nich dusza poraniona kona,
Choć ciałem na siłę człek pragnie być młody.
Oczy w muszli powiek smutkiem przekwitają.
W ich spojrzeniu nigdy nie dojrzy się perły.
Instynkty jak prądem spokój porażają,
Skórę oplatają więc zszargane nerwy.
Ręce wręcz do ziemi dłońmi przyrastają,
Dźwigając w walizkach życia bezużytek.
Na "start!" powłóczyście nogami szurają
Jakby stopy dratwą były ich przyszyte
Do betonu, co się wgryza w piach miedziany,
Potu ich wysiłkiem na rdzę przeżeranym.
Cień ich z każdym krokiem jak kula targany
Okową sprzeciwu zda się przytwierdzonym
Do kostki, co trzeszczy niczym śruby wieka.
Drobny ruch do przodu zda się je przykręcać,
Aż deski sprasują na popiół człowieka,
Wyciskając żale i samotność z serca.
Tak bardzo dziś ludzie siebie chcą wykrzyczeć
Jakby swym imieniem śmierć przekupywali.
Świat jednak rozpaczy ich nie pragnie widzieć,
Choćby go godnością swą korumpowali.
Wieko, co zapada, widoczność zabija,
Pełne jest zadrapań konających w strachu,
Który pełznie w członkach człowieka jak żmija,
Jadem zabijając zmysł dobrego smaku.
Szarobure twarze niczym żywych trupów
Przygnębienie budzą, o litość błagając.
Współczesny wszak człowiek dla mizernych łupów
Wyrzeka się siebie, tożsamość zdradzając,
I jak marionetka na przetartym sznurku
Tańczy według taktów fałszywej melodii.
Wszystko gotów taki znieść dla wizerunku.
Szacunek do siebie dzisiaj nie ma spodni.
Kłamstwo jak na ścianie grzyb pleśnią się mnoży.
Prawda zaś uchodzi za brak tolerancji.
Człowiek instynktownie chodzi na obroży,
Ulegając złudnie stanom ekscytacji.
Ciąży mi ten obraz dehumanizacji.
W stadzie tresowanych jest mi nie po drodze.
Trzymam się jak mogę brzytwy własnych racji,
Choć ową decyzją sama w siebie godzę,
Bowiem mnie wytyka tłum złością wzburzony,
Na kamieniach palce do krwi zaciskając,
Byciem wierną duszy moim przerażony,
Wyrzutom sumienia własnym zaprzeczając.
Z tego też powodu żegnam towarzystwo,
Które, gromkim słowom czynem zaprzeczając,
Dla korzyści zrobić jest gotowe wszystko,
Drugiego człowieka dobra nie uznając.
Ratując rozsądek w jego dobrym stanie,
Zaszywam się w kącie świata odmiennego,
W którym ciało z duszą, gdy o świcie wstanie,
Zasiada do stołu, lecz zawsze wspólnego.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl