czwartek, 1 stycznia 2026

1 STYCZNIA

Drzwi się zamknęły zegarów zgrzytem

Jakby początek zapowiadały,

A dzień się budzi podobnym świtem

Wszak się godziny nie zatrzymały,


Życie się toczy podobnym torem,

Ciągłości końca nie widać wcale,

Nadzieja trafia się, lecz... nie w porę?

Ktoś Nowym Rokiem nazwał zuchwale


Kalendarz kartek powyrywanych,

Które butwieją pod liści pledem.

Szlakiem i planów, marzeń zdeptanych

Idę przed siebie, choć... dokąd? - nie wiem.


Przyjmuję chłodno Nowy początek,

Mając na karku lat kilkadziesiąt.

W kubku imbirem koi mnie wrzątek...

Zaczął się znowu kolejny miesiąc,


Młodość się bowiem ma nie wróciła,

Dzieciństwo odpływ porwał w nieznane -

Przeszłość się za mną jak mgła rozmyła...

Oczy me błądzą ze snu wyrwane.


Nie oczekuję nic od nikogo.

Nie mam pretensji ni żadnych roszczeń.

Chcę iść jedynie wybraną drogą

W dni czy to lepsze, czy nawet gorsze


U boku ciszy, co odczytuje

Myśli w milczeniu swym się kłębiące.

Los jakikolwiek wdzięcznie przyjmuję.

Życie już nie jest zaskakujące.


Otwieram okna zatem na oścież,

Na parapecie siadam w zadumie

I słyszę zegar jakoby moździerz,

Co moje ciało, dudniąc, proszkuje,


I patrzę w niebo wręcz z rozrzewnieniem

Świadoma tego, kim dzisiaj jestem,

Rozgrzewam wokół przestrzeń westchnieniem,

Karmiąc się mroźnym, rześkim powietrzem


Wdzięczna za wszystko, co otrzymałam,

Co utraciłam wbrew własnej woli.

Choć dawną siebie rozczarowałam,

Jej żal mnie dzisiaj wcale nie boli.


Na trzask zamkniętych drzwi się odwracam,

Patrząc na w zamku klucz rdzewiejący.

W pierwszy dzień stycznia z lekkością wkraczam...

Podziwiam zachód słońcem płonący


I w cieni płaszczu na parapecie

Siedzę w bezruchu zadowolona.

Drzewa kołyszą się jak w balecie...

Jestem, czym czuję się zaszczycona.

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl