Nie potrzebuję już niczego więcej.
Kawa i cisza zupełnie wystarczą,
Na ciepłym kubku wtulone weń ręce,
Zegary, które jak kot mruczą tarczą,
Ulice we śnie całkiem wyludnione
I wiatr, co szura o chodnik kapciami,
Drzewa w pokorze szumnie rozmodlone
I świt, co mieni się nocy światłami...
Ten błogi spokój jest wystarczający.
Widzę go w oknach szklących się szybami,
W których rozpływa się miękko-kojący,
Obejmowany czule poduszkami
Unoszącymi rozmarzone skronie
Z ufnością dziecka stygnące w pieleszach,
Gdy cytrynowym blaskiem księżyc płonie...
Widok ten smutki wszelakie pociesza,
Budząc nadzieję, że nic się nie zmieni,
Że cisza, spokój we mnie pozostaną,
Kiedy się słońcem niebo zarumieni,
Ulice w tłumach jak w płomieniach staną.
Całe me ciało wypełniam oddechem
Jakbym zatrzymać stan rozkoszy miała.
Chłonę tę błogość, ale nie z pośpiechem,
By w żaden sposób się nie zmarnowała.
Niczego więcej mi nad to nie trzeba,
Co by mnie bardziej czyniło szczęśliwą.
W błędzie są, którzy mówią, że się nie da
Żyć, gdy prostota zagarnia dni żniwo.
Chociaż mnie dręczą zmartwienia przyziemne
I jako zmory z wszech stron osaczają,
Oczekiwania mam od lat niezmienne,
Którym i cisza, i spokój sprostają.
Nic prócz nich nie jest mi wcale potrzebne,
By się uważać za zadowoloną.
To moje bycie od dekad niezmienne
Cieszy mnie bardzo prostotą wrodzoną.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz