Ach, czas... niczym mara albo jak sen na jawie,
Zjawisko, rzec by można, wręcz nadprzyrodzone,
Czy pamięcią, czy zdjęciem uchwycone prawie,
Lecz w zasadzie przebiegłe i niedoścignione.
Czymże pachnie i jakim smakiem obdarzone
Jest zjawisko to wokół nas wiecznie krążące?
Czy bezwonną naturą zostało ochrzczone?
Może pachnie jak butwa lub kwiaty na łące
A smakuje goryczą bólu i rozpaczy
Lub słodyczą radości, nadziei, miłości
Albo chlebem, co którym los nas z łaski raczy...
W tej dziedzinie nie będziem mieć nigdy pewności.
Niczym kosa podcina w drodze nasze nogi.
Ostrzem śmierci nas kładzie niczym zboża łany.
W swym działaniu się zdaje wręcz bezwzględnie srogi,
Choć łagodnie nim człowiek zda się opływany,
Bo z dnia na dzień idziemy przez życie bezwiednie,
Wygasamy powoli... niemal nieświadomie.
Każdy nieubłaganie i skutecznie więdnie,
Co zdradzają i oczy, i grabiaste dłonie...
Jedną cechę dostrzegam w nim niezaprzeczalnie:
Sprawiedliwość, co która nas wszystkich dosięgnie.
Zauważę więc szczerze, a nawet brutalnie,
Że czas żywcem z precyzją bezduszną nas grzebie.
Mechanizmy zegarów się zdają przyspieszać
Jakby batem w zaprzęgu konie ponaglane.
Dni wydają ze sobą się w obłędzie mieszać.
Kalendarze fruwają na kawałki rwane.
Chciałoby się w tym pędzie czas chwycić za rękaw,
By zatrzymać go chwilę, zmusić do refleksji,
Lecz ta próba to tylko marność i udręka,
Zakleszczenie jedynie człowieka w opresji.
Winno czas się traktować jakoby powietrze,
By świadomie codzienność z godną czcią traktować.
Zanim nas bezpowrotnie na popiół rozetrze,
Trzeba się nim jak tortem z wdzięcznością częstować.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz