Być może już się nigdy nie spotkamy...
Kto w taki sposób choć myśli przelotnie?
Z tym spostrzeżeniem tak niewiele mamy.
Codzienność zatem przemija samotnie,
Slalomem biegnąc pomiędzy sprawami,
Co to do rangi w mgnieniu urastają
Jakoby były prawie problemami,
Które państwowy status posiadają.
A czy nie warto wyrwać się z tej matni
Zabijającej w nas to, co najlepsze,
Zwłaszcza że i tak wciąż jesteśmy stratni?
Ileż udźwignąć może ludzkie serce?
Każdego roku pod furtką stawałam,
W której sąsiedztwie czaiły się duchy,
W której wywaru wspomnień smakowałam,
Co nie dawało mi wcale otuchy,
A utwierdzało jeno w przekonaniu,
Że wszyscy, wszystko kruche jest boleśnie...
Stałam pod furtką w smutku doświadczaniu
Jakbym błądziła za przeszłością we śnie...
Wiatr zatarł ścieżki liśćmi przysypane.
Kroki szeleszczą umarłych szeptami.
Duchy żarliwie tęsknotą wzywane
Odparowały z porannymi mgłami,
Przez co jedynie świst nagich gałęzi
Gwizdem przeciągów przekornie drażniony
Już mnie nie wzrusza i już mnie nie mierzi.
Dziś słów przeze mnie jest wszak pozbawiony.
W tym roku również podróż planowałam
Pod furtkę obejść tak mi dobrze znanych,
Żeby się spotkać - zamiar szczery miałam -
Z ludźmi, z którymi świat był budowany,
Lecz mnie okradła z tej szansy choroba,
Nie pozwalając dotrzeć w owe progi...
Jak długo potrwa dzisiaj Twoja doba?
Czy nie zawróci Cię z obranej drogi?
Być może już się nigdy nie spotkamy...
I jest to wielce wręcz prawdopodobne.
Ciągle na jutro bliskość odkładamy,
A przecież jutro jest tylko ulotne.
Co, kiedy wzejdzie, a wraz z nim dotrzemy
Do stołu z wiankiem, ale pustych krzeseł,
Kiedy nikogo tam nie zastaniemy?...
Nic nam tej straty przecież już nie wskrzesze
I pozostaną wyrzuty sumienia,
I ból jak zgaga żalem nas trawiący,
I nie zamilkną samooskarżenia,
I nie nastanie czas rany leczący...
Być może już się nigdy nie spotkamy...
Od zawsze myślę w ten szczególny sposób.
Wpływu na życie wszak nie posiadamy
A los tak rzadko udziela nam głosu,
Więc nie odmawiam sobie przywileju
Okazywania bliskim mej miłości.
Jeżeli jutro nie dotrę do celu,
Dziś pod tą furtką jestem z odległości
I dzień w dzień czuwam u boku osoby,
Której być może nigdy nie obejmę,
Lecz nie zmarnuję bez niej żadnej doby
I będę przy niej nim, gasnąc, odejdę.
Być może już się nigdy nie spotkamy...
Niech myśl ta czuwa nad naszym istnieniem.
W przyziemnych bzdurach wciąż się zatracamy,
Aż się codzienność staje utrapieniem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz