Kocham to światło wieczorową porą
W słomkowo-bladym odcieniu bursztynu,
Co jest dla mroku udręczenia zmorą.
Cienie w nim zdają się ścieżkami kminu
Usypanymi cienką warstwą nasion
Przysypujących traw źdźbła wysuszone.
Światło podpełza spod latarń pod balkon
I lśni jak złoto na pyłek zmielone.
Ileż spokoju w owym świetle płonie...
Cisza się nad nim pokornie pochyla
I w jego lustrze zanurza swe dłonie...
Niechajby wiecznie trwała owa chwila...
Odcumowane myśli odpływają
Niczym od brzegu odepchnięte łodzie.
Wibracje światła pod nie podpływają...
Suną w bezruchu na bezkresnej wodzie
Ciemności, która cały świat zalewa
Nocą z niebiosów ku mnie zstępującą.
Światło źrenice swą łuną rozgrzewa
I mnie przepełnia rozkoszą kojącą.
Wpatruję zatem w nie zmęczone oczy,
Na których rzęsach sen błogi osiada.
Jasność bijąca z cydrowych warkoczy
Owego światła na połacie spada
I je wyciąga spod czarnej zasłony,
Więc te nieśmiało z zeń się wychylają.
Byt się w ciemnicy zdaje pogrążony.
Światła go jednak z oćmy wyłaniają
Jak wrak z głębiny na ląd wyciągnięty
I oprószony poświatą księżyca...
Choć wywołuje w emocjach zamęty,
Równie przeraża jako i zachwyca,
Przez co nie mogę się nim zadowolić,
Oderwać wzroku od błyszczących okien.
Słomkowym światłem pragnę się napoić,
Więc chłonę jasność mym spragnionym okiem
A ona lśniącą bryzą mnie spryskuje
I odprężeniem jak rosą opływa,
Niczym latarnia, co morze kartkuje,
Smugą swej łuny do siebie przyzywa,
Więc idę ku niej, krocząc po jeziorze
Złota, co pudrem się mieni wyblakło.
Czuję na sobie delikatną zorzę...
Wtem światło w słońcu niespodzianie zgasło.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz