Poczekam na siebie, nigdzie się nie spiesząc,
Biorąc czas z dokładką, aby nie czuć głodu.
Poczekam na siebie, choćby nawet miesiąc.
Niechaj mnie mijają i idą do przodu
Ci, którzy już siebie dawno zatracili
Skupieni na ludziach z duszami na smyczy,
Którzy się bez reszty w życiu pogubili,
Biegnąc za czymś, co się w ogóle nie liczy.
Usiądę na ławce, wpatrując się w słońce
Wiciami promieni ku mnie się prężące,
Jak szprychami koła w dali się błyszczące
I zza horyzontu się wynurzające.
W toń złocistej łuny wtulę twarz jak w dłonie,
By poczuć na skórze miłość mego Boga
I wieńcem bursztynu przyozdobię skronie,
I zgaśnie zmęczenie we mnie oraz trwoga...
Wszystko wtedy zacznie się moim poczęciem;
Winy ze mnie zmyje chrzest porannej rosy;
Świt mnie wydostanie jak cesarskim cięciem
Z odmętu, gdzie szczują mnie upiorne głosy
Osób pełnych jadu mijanych że wczoraj,
Którym nie zdążyłam nawet spojrzeć w oczy...
Wiatr wyszepcze, szemrząc: "Weź się z tym uporaj",
Po czym swym strumieniem umyje mi włosy,
Aż spłyną zeń myśli samookaleczeń
I lekkie się staną niczym kwiat dmuchawca...
Zamknę świat obłudy, pogardy, zaprzeczeń,
Który zdominował fałszywy wyznawca
Politycznych bełtów spijanych wiadrami,
Jakbym zamykała drzwi na spusty, kłódkę.
Rozwinę swe żagle obłoków płótnami
I wejdę w głąb siebie jakoby na łódkę,
I wypłynę w przestwór nieodgadnionego,
Co nieświadomością bywa nazywany,
I poczuję siłę krwi nurtu rwącego,
Który przemijaniem ze mnie jest spijanym...
Poczekam na siebie - tę we mnie mądrzejszą,
Z niejednego pieca chleb podjadającą.
Dzięki niej wszak we mnie będę jutro lepszą,
Siebie z wzajemnością bardziej kochającą.
Nikt mnie nie przekona i nic mnie nie zwabi,
Abym odstąpiła od wypatrywania
Siebie, która kiedyś przede mną się zjawi
Ze szczęściem w źrenicach i bez narzekania
Na trudności w drodze oraz na samotność,
Co towarzyszyła jej przez długie lata.
W dłoniach mi przyniesie swoich łez roztropność,
Którą pijąc, stanę się bardzo bogata.
Poczekam na siebie, choćby się paliło
Pod stopami żarem spóźnienia, pośpiechu;
Choćby dookoła wszystko się waliło,
Poczekam na siebie w beztroskim uśmiechu.
A wy, co karmicie się wciąż cudzym życiem,
Bluźniąc na sumienie, bo was nienawidzi,
Boicie zatrzymać się w ciszy o świcie,
Bo wasz wzrok w odbiciu luster was się wstydzi,
Bądźcie hen! przede mną pewni swej wyższości.
Gonić was nie będę, bo mi nie po drodze
Z kimś, kto nie ma w sobie krztyny uczciwości,
Aby w parze kroczyć jak z cieniem przy nodze.
Idźcie więc wpatrzeni hipnozą pod nogi!
Nie w smak mi do grona waszego przystąpić.
Każdy jest bezsprzecznie dla mnie wielce drogi,
Kto swojego czasu nie będzie mi skąpić,
Kto czeka na siebie z wielką cierpliwością
Jako ja na siebie w serca pokorności.
Na człowieka spojrzy jedynie z miłością
Ten, co umie kochać siebie w swej cichości.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz