środa, 1 lipca 2026

W CICHOŚCI

Poczekam na siebie, nigdzie się nie spiesząc,

Biorąc czas z dokładką, aby nie czuć głodu.

Poczekam na siebie, choćby nawet miesiąc.

Niechaj mnie mijają i idą do przodu


Ci, którzy już siebie dawno zatracili

Skupieni na ludziach z duszami na smyczy,

Którzy się bez reszty w życiu pogubili,

Biegnąc za czymś, co się w ogóle nie liczy.


Usiądę na ławce, wpatrując się w słońce

Wiciami promieni ku mnie się prężące,

Jak szprychami koła w dali się błyszczące

I zza horyzontu się wynurzające.


W toń złocistej łuny wtulę twarz jak w dłonie,

By poczuć na skórze miłość mego Boga

I wieńcem bursztynu przyozdobię skronie,

I zgaśnie zmęczenie we mnie oraz trwoga...


Wszystko wtedy zacznie się moim poczęciem;

Winy ze mnie zmyje chrzest porannej rosy;

Świt mnie wydostanie jak cesarskim cięciem

Z odmętu, gdzie szczują mnie upiorne głosy


Osób pełnych jadu mijanych że wczoraj,

Którym nie zdążyłam nawet spojrzeć w oczy...

Wiatr wyszepcze, szemrząc: "Weź się z tym uporaj",

Po czym swym strumieniem umyje mi włosy,


Aż spłyną zeń myśli samookaleczeń

I lekkie się staną niczym kwiat dmuchawca...

Zamknę świat obłudy, pogardy, zaprzeczeń,

Który zdominował fałszywy wyznawca


Politycznych bełtów spijanych wiadrami,

Jakbym zamykała drzwi na spusty, kłódkę.

Rozwinę swe żagle obłoków płótnami

I wejdę w głąb siebie jakoby na łódkę,


I wypłynę w przestwór nieodgadnionego,

Co nieświadomością bywa nazywany,

I poczuję siłę krwi nurtu rwącego,

Który przemijaniem ze mnie jest spijanym...


Poczekam na siebie - tę we mnie mądrzejszą,

Z niejednego pieca chleb podjadającą.

Dzięki niej wszak we mnie będę jutro lepszą,

Siebie z wzajemnością bardziej kochającą.


Nikt mnie nie przekona i nic mnie nie zwabi,

Abym odstąpiła od wypatrywania

Siebie, która kiedyś przede mną się zjawi

Ze szczęściem w źrenicach i bez narzekania


Na trudności w drodze oraz na samotność,

Co towarzyszyła jej przez długie lata.

W dłoniach mi przyniesie swoich łez roztropność,

Którą pijąc, stanę się bardzo bogata.


Poczekam na siebie, choćby się paliło

Pod stopami żarem spóźnienia, pośpiechu;

Choćby dookoła wszystko się waliło,

Poczekam na siebie w beztroskim uśmiechu.


A wy, co karmicie się wciąż cudzym życiem,

Bluźniąc na sumienie, bo was nienawidzi,

Boicie zatrzymać się w ciszy o świcie,

Bo wasz wzrok w odbiciu luster was się wstydzi,


Bądźcie hen! przede mną pewni swej wyższości.

Gonić was nie będę, bo mi nie po drodze

Z kimś, kto nie ma w sobie krztyny uczciwości,

Aby w parze kroczyć jak z cieniem przy nodze.


Idźcie więc wpatrzeni hipnozą pod nogi!

Nie w smak mi do grona waszego przystąpić.

Każdy jest bezsprzecznie dla mnie wielce drogi,

Kto swojego czasu nie będzie mi skąpić,


Kto czeka na siebie z wielką cierpliwością

Jako ja na siebie w serca pokorności.

Na człowieka spojrzy jedynie z miłością

Ten, co umie kochać siebie w swej cichości.

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz