Z jakim spokojem szepcze powietrze...
Niemal nie słychać o czym rozprawia.
Bez akustyki słów jego wiersze
W tonie bezdźwięków echo zostawia
Jako nikomu dziś niepotrzebne,
Nie wzbudzające w nikim posłuchu,
Ni pożyteczne, ani chwalebne,
Artykulacji wyzbyte ruchu...
A ja je słyszę bardzo wyraźnie.
Wibracją trąca struny mej skóry.
Czekam, aż wokół świat wreszcie zaśnie
I cisza zmiażdży hałasu mury,
Choć mi się zdarza w zgiełku ulicznym
Wyłowić akord jego oddechu,
Tembr w nim powagi iście magiczny
Bez presji lęku oraz pośpiechu...
To szum stabilny, niemal wstrzymany
Jak wdech zamknięty w zamarłej piersi,
Jednaką nutą ciszy wchłaniany,
Która nie drażni oraz nie mierzi,
A jeno koi myśli płochliwe,
Emocje drżące z byle powodu...
Człowiek opuszcza własną Niniwę
I nasycony idzie do przodu
Owym powietrzem, co doń coś szepcze,
Tłumiąc instynktu impuls drapieżny...
Niema tonacja ucha me łechce.
Jej nie zagłuszy nawet mosiężny
Huk, zgrzyt łańcuchów, warkot silników,
Obcasów stukot, krzyk czy wołanie -
To gdzieś wiruje jak ćma w słoiku.
Ja jeno słyszę nut łaskotanie
Przyjemnej barwy ciepłej harmonii,
Która westchnieniem mnie swym upaja,
Osiada wiatrem na mojej dłoni
I mnie z powietrzem spokojem spaja...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz