Jutro, jak dotąd, znów słońce wzejdzie
Jakby nic złego się nie zdarzyło,
Po nieboskłonie beztrosko przejdzie...
Teraz się krwistą łuną wtopiło
Złotego światła blednącej smugi
Niczym latarni morskiej w oddali,
Ciągnąc do portu dzień nie za długi
Na chmur w granacie dorodnej fali.
Jutro ponownie wiatr zacznie psocić
I po bezkresnej przestrzeni skakać,
Szumem w gałęziach żalem zawodzić,
Szeleszcząc liśćmi, jak łzami kapać.
Może przycupnie na parapecie,
W szczelinę okna wpadnie z psikusem,
Tańcem zatraci się w piruecie
Albo przebiegnie przez łąki kłusem.
Jutro się miasta przebudzą z krzykiem,
Warcząc silników wściekłym skowytem,
I asfaltowe nagle ulice
Staną się tłumów rwącym korytem,
A wsie z pieleszy mgieł się wynurzą
Leniwie, ciężko oraz ospale...
Pianiem koguta świtu nie zbudzą
I nie przemówią, prócz ciszą, wcale.
Jutro... być może stanę na progu,
By rytualnie ruszyć na spacer
I podziękuję za dzień ten Bogu,
I szczerą wdzięczność rzucę na tacę...
Być może słońce w wschodzie zobaczę,
Wiatrem otulę w półśpiące ciało,
Widokiem oczy dnienia uraczę
Jakby mi było ów szczęścia mało.
Jutro... być może usta zanurzę
W świeżo parzonej kawie w kubeczku,
Poczuję rozkosz na własnej skórze
Natchnienia, które gdzieś w środeczku
Szalonej duszy przemawiać będzie
Jako w obłędzie wieszcz nad wieszczami
Słyszący głosy zawsze i wszędzie
Recytowane w transie wierszami...
Jutro dla jednych już nie nastanie,
Dla innych będzie w kiełku pierwiosnkiem.
Do drzwi zegarów drży kołatanie,
Życie huśtając jedynie włoskiem.
Dziś jest stosowny czas więc ku temu,
By się pokochać, odkryć na nowo.
A my... nie wiedzieć zupełnie, czumu?!
Wchodzimy w dzisiaj z bezmyślną głową,
Wciąż powtarzając, że jutro właśnie
Zaczniemy wszystko dobrym początkiem.
Co, gdy przed nosem drzwi nam zatrzaśnie
Czas, który będzie jedynie końcem?...
Jutro, jak dotąd, słońce nie wzejdzie...
Jakby to nigdy się nie zdarzyło.
Jutra być może wcale nie będzie.
Żyj dziś z sumienia zdwojoną siłą!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz