czwartek, 2 lipca 2026

KAŻDEGO DNIA...

Każdego dnia mnie zaskakujesz, Panie,

Ciszą, co która jestże najpiękniejsza,

W której wręcz echa nieme oddychanie

Jak partytura tonów najgłośniejsza


Tembrem drgań oraz zastygłych wibracji

Przebija ucha błonę bębenkową

I niczym burza milczących owacji

Wiruje ulem nad uśpioną głową


Wychwytującą anielską czujnością

Zmysłów o ponad ludzkiej wrażliwości

Dźwięk ugniatany miękką puszystością

Gwiazd kołyszących się na wysokości


Za wschodem słońca w lodowym błękicie

Zmrożonym bielą obłoków jak kredą

Wcieraną w kartki w drzemiącym zeszycie

Będącym dla mnie literacką schedą,


Po którą sięgam spragniona bliskości

Duszy łkającej we mnie ze wzruszenia...

Zjawiskiem ciszy jak bochnem miłości

Karmię korzenie własnego istnienia...


I się nadziwić nie mogę, mój Panie,

Że w afonicznym tunelu przestrzeni

Słychać jest nawet matowe smeranie

Babiego lata o struny promieni...


Stoję u progu wschodzącego światła,

Akordem ciszy się wręcz upajając,

W którym to nuta - również ta wyblakła -

Hałas zagłusza, sopran przebijając.


Nie drżę i oddech w piersi zatrzymuję,

Żeby nie spłoszyć ciszy rozmodlonej,

I z czcią, z wdzięcznością jej się przysłuchuję,

Śpiewając ciszą ciszy weń spojonej.

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz