poniedziałek, 20 lipca 2026

HIPOKRYZJA

Się namnożyło ludzi dobrej woli,

Że aż ich zliczyć po prostu nie sposób.

Każdego serce delikatne boli

Na przekorności złośliwego losu.


Na social mediach aż wrze od debaty

Na temat świata wręcz idealnego,

W którym należy wykorzenić straty

Na chwałę dobra (ponoć) ogólnego.


Śledząc te żwawe w słowach wypowiedzi,

Myślisz: Ateny starożytne żyją!

Wspólnie przy stole filozofów siedzisz,

Gdy ci myśl myślą niczym asem biją,


A każdy prawi jakby najmądrzejszy,

Jakby empatią zdał się namaszczony.

Śmiesz zatem ufać, że będzie piękniejszy

Świat z taką troską światłych wymarzony,


Lecz przysłuchując się owej elicie

I zagłębiając w pseudo-argumenty,

Dostrzegasz, iż to, co brzmi wyśmienicie,

Każe ci wołać: Ratuj, Panie Święty!


Ci sami ludzie, co się pochylają

Nad biednym pieskiem czy bezpańskim kotkiem,

W znienawidzeniu człeka posiadają

I w swoich dłoniach wręcz z sędziowskim młotkiem


Skazują na śmierć tych nienarodzonych,

Starych od tlenu pragną odłączenia

I urągają tym licznie zrobionym,

Że są przyczyną kasy wyłudzenia,


Kalekich z klifu w morze by zrzucali,

By fale sztormu nakarmić do syta,

Boso krwi żądni tych by zadeptali,

W których poglądu inność tkwi ukryta -


Wówczas ruszają niczym hien zastępy,

By się bezzębnym dziąsłem wgryźć w tchawicę,

Aby rywala rozszarpać na strzępy

Za (choć!) najmniejszą przekonań różnicę.


Wtem się przemienia osoba ze zdjęcia,

Które zdołało ją kanonizować,

W bestię dążącą do własnego szczęścia

I nie będącą nikogo żałować,


Kto się ośmieli stanąć jej na drodze

Do przywłaszczenia sobie w niecny sposób

Autorytetu, mimo że w pożodze

Jeno głupota wzięła prawo głosu.


Słyszysz i widzisz, ale nie dowierzasz,

Że erudytów to fałszywe plemię

Ku dominacji w populacji zmierza,

Tworząc wbrew prawom biologicznym Ziemię


Miejscem wypaczeń, dewiacji, bezgłowia

I językowej destabilizacji.

Wynaturzone zdają się przysłowia

W obliczu nowych, zakłamanych racji.


O tolerancji zwykli wszak pouczać

Pogardzający wszystkimi dokoła,

Inwektywami zdolni też obrzucać

Każdego, który rozsądek przywoła.


O miłosierdziu prawią i szacunku

Ze łzawym okiem oraz tkliwą miną

W ramach własnego tylko wizerunku,

Co jest jakoby z niższej półki wino.


Profesorowie jak grzyby po deszczu,

Których cechuje zwapnienie mózgowe,

Rosną, co leży Uczonym na sercu...

Dla homo sapiens rosną dni jałowe.


Dziś się tęczowe liczą zagadnienia,

Wynaturzenia również kulturowe

I powierzchowne, płytkie spostrzeżenia,

Nurty jednakoż, lecz tylko modowe.


Nie mogąc zdzierżyć tegoż kretynizmu,

Co się dbałością o Ziemię zasłania

A co nie budzi we mnie optymizmu,

Zaczęłam drążyć istotne pytania


I w odpowiedzi nagle usłyszałam,

Że nie mam prawa do głosu zabrania,

Bo się do mięsa jedzenia przyznałam,

A święty ten, co jeść mięsa się wzbrania.


W tym to momencie talerz zdecydował,

Nie umysł, serce i usposobienie,

O tym czym człowiek będzie się cechował

Lub... że człowieka określi jedzenie.


Kocham zwierzęta żywe i te z ruszta,

Autorytetem co mnie dziś nie czyni,

Jakim są ludzie nie lubiący tłuszczu -

Tych się w ogóle, choć winni, nie wini...


Jeśli to zatem bywa wyznacznikiem

Nam współczesnego, na litość!, człowieka,

Zakończę wywód mój szczerym przytykiem:

Jakaż nas przyszłość już niebawem czeka?!


Idąc wszak tropem historii nam znanej,

Śmiem twierdzić, że się w obłęd zapędzamy.

Był pewien kanclerz Rzeszy nielubianej,

Którego wcale dziś nie podziwiamy,


Chociaż był sławnym wiedeńskim malarzem,

Lecz nie z powodu dzieł, a polityki,

Co się odbiła sześcioletnim stażem,

Gdy robił z ludzi mydła i guziki.


Kochał zwierzęta i nie jadł ich wcale! -

W owej materii był rygorystyczny.

I powiem jedno!, być może zuchwale,

Nie był to człowiek dobry ani śliczny,


Choć prawił z gracją równe farmazony

O dobrobycie i wyjątkowości.

Krwią zwierząt, owszem!, nie byłże skropiony.

Miał na sumieniu tylko (?!) ludzkie kości.


Czy zatem talerz w owym świetle faktów

Jest potwierdzeniem człowieka w człowieku?!

Zaznaczę szczerze, być może bez taktu,

W dwudziestym pierwszym będąc dzisiaj wieku,


Że tą "logiką" nigdzie nie dojdziemy,

Co mnie przeraża oraz niepokoi.

Widzę jak mądrość schodzi dziś ze sceny,

Kolejny kanclerz-malarz w progu stoi,


Bo oto ludzie zwierzęta hołdują,

Braci swych mniejszych w nich się dopatrując,

Ludzi zaś gorzej niż trzodę traktują,

Wrogów swych wizji w nich się doszukując.


Miał paplaniny gnije bezdusznością.

Miłość, szacunek oraz tolerancja

Niosą się w przestrzeń swą dwulicowością,

Gdy ma być tylko nic, prócz "Moja racja!".


Milczę, na zdania się nie wymieniając

Z człekiem pokroju tylko dyktatora.

Zaś na uwadze homo sapiens mając,

Przemówić, widzę, już najwyższa pora.


Zatem tym wierszem do Was apeluję,

Których mózg, serce nie uległy gniciu.

Waszego wsparcia duch dziś potrzebuje,

Żeby myślenie ostało przy życiu!

grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz