Kiedy mnie wreszcie radość owieje
I orzeźwieniem z letargu zbudzi?
Dusza poważna już się nie śmieje,
Z litością patrzy jeno na ludzi
Jak pchły skaczących na trampolinie
Membrany, w którą demon uderza
I recytuje. że ból przeminie...
Choć lud w otchłanie cierpienia zmierza.
Kiedy pragnienie do mnie powróci,
By brać garściami w twórcze objęcia?
Nic mnie nie bawi i nic nie smuci...
Skonsumowałam zasoby szczęścia,
Że świat się zdaje mniej atrakcyjny?!
Patrzę mu w oczy chłodnym spojrzeniem.
Odrażająco bywa dziecinny
Jakby z obłędu czerpał natchnienie,
Przemawia bowiem do mnie bełkotem
Naiwnie wierząc w głoszone bzdury.
By z nim przebywać, tracę ochotę.
Wyrazistości traci kontury,
W obojętności się zatracając
I koncentrując na czubku nosa...
Ugór ów świata przed sobą mając,
Szukam pszenicy mlecznego kłosa
I, choć nadzieja gdzieś w dal ucieka,
W dłoniach splecionych mój czas przenoszę,
Co niczym woda z rąk mi przecieka.
Gdzieniegdzie ślady ów czasem zroszę
I czekam... kiedy mnie znów owieje
Bryza wigoru, którą pamiętam?
Dzień od miesiąca za dniem wciąż dnieje,
A ja się zdaję tym nie przejęta.
Dłonie uśpione na klawiaturze
Milczą jakoby były przeklęte.
Ja zaś powieki nieufnie mrużę,
Brzydząc współczesnym się że zamętem,
Na tle którego natura traci
Urok, co kiedyś oczarowywał...
Nawet, gdy ktoś się hojnie wzbogaci,
W rzeczywistości będzie przegrywał,
Duszę pod zastaw swą zastawiając
Temu, co nie jest nic zgoła warte.
Kiedy się ocknie, zysku szukając,
W kieszeni znajdzie najmniejszą kartę...
Pik, trefl, kier, karo? - to bez znaczenia
W świetle bankructwa ludzkiej godności.
Świat, w którym człowiek w bestię się zmienia,
Nie ma już dla mnie żadnej wartości.
Bezradność ciąży mi więc na karku,
Energia tli się zwęglonym żarem...
Usiadłam w liśćmi płaczącym parku,
Skąd się donikąd nie ruszę wcale
Czekając... kiedy mnie stąd poderwie
Natchnienie godne się zapomnienia...
Dzień zapowiada się znów mizernie,
Nic się na lepsze bowiem nie zmienia.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz