Droga się moja nagle rozwidliła
Bez drogowskazu na jej skrzyżowaniu
Jakby mi na złość w tej chwili zrobiła.
Stoję i myślę przy jej rozwiązaniu,
Rozszyfrowaniu kapryśnej natury
Wymagającej ode mnie wyboru.
Kierunek obrać czas, lecz... nie wiem który,
Co jest zagwozdką niemałego sporu.
Za mną jej strzępy przetartego szlaku.
Wiatr ślady zamiótł i piachem przysypał.
Ziemia się mieni jak ziarnami maku,
Który nie będzie ni rósł, ni przekwitał.
Nie wrócę zatem do miejsc utraconych.
Powrotne ścieżki spod stóp się wypruły.
Przede mną droga, która na dwie strony
Wbija asfaltu spękane pazury
W grunt, co jak zdobycz w szponach zakleszczonych
Milczy wyrwany z kontekstu istnienia.
Którą mam wybrać z ów odnóg skłóconych?
Co się na lepsze lub na gorsze zmienia?
Pode mną nie drgnie podpowiedzią Ziemia.
Nade mną niebo wisi w konsternacji.
Stojąc na smudze blednącego cienia,
Nie czuję lęku, jak również frustracji,
A błogi spokój, który mnie wypełnia
Jakoby woda dzban z gliny po brzegi.
Może się teraz, co marzyłam, spełnia...
Opuszczę ludzi bez duszy szeregi
Będące dla mnie jeno okowami
Wgryzającymi się w zmęczone ciało.
Chcę się unosić w przestworzach z ptakami,
Porzucić życie, co mi umniejszało.
Zanim podejmę decyzję kluczową
I ruszę naprzód w wybranym kierunku,
Zastygam w ciszy, która to na nowo
Poprawia jakość mego wizerunku,
I... nie chcę rozmów z tymi osobami,
Co mnie zakrakać do dziś próbowały,
I będę ważyć z miłością słowami,
By same dobro mi prorokowały.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz