Możemy pisać o wzniosłych ideach,
W których dostrzeże mądry szansę wzniosłą
Na sukces ludzki w niebanalnych celach,
Lecz cóż, gdy życie wszystkich nas... przerosło?!
Słowa się pustym echem odbijają
Jak groch rzucany garściami o ścianę.
Nieliczni słów tych uważnie słuchają,
Przez kilku z których będą pamiętane.
Szelestem kartek płynie paplanina.
Większość uważa się za uzdolnionych,
Rzęzi więc bełkot jak stara maszyna
Osób pisania w szkole nauczonych.
Literatura stała się notatką
Myśli z kontekstu piórem wydrapanych.
Piękno się zdarza językowe rzadko.
Czytelnik zda się na nicość skazany.
Prostactwo wbiegło na scenę w teatrze.
Ekshibicjonizm więc zdeptał talenty
I gołą dupą rozsiadł się na wiadrze
A widz mu klaszcze głupio uśmiechnięty
W za dużych spodniach, w bluzach rozciągniętych,
W butach wypchanych przepoconą słomą.
Drżą z przerażenia świątyń fundamenty,
W których operę, dramat zbezczeszczono.
W galeriach sztuki zaś wiszą mazaje,
Pseudoartyści w farbach się tarzają.
Z domu wariatów ktoś wypuścił zgraję?!
Na wszystkim wszyscy się dziś bowiem znają.
Siedzę w zadumie, milcząc bez pośpiechu...
Czy zdradzić duszę i się siebie wyrzec?
Czy me pisanie warte jest dziś grzechu?
Czy wierność sztuce winnam jednak przyrzec?
Gdzie jest granica... oraz czy istnieje
Między obłędem a przyzwoitością?
Na litość boską!, co się z nami dzieje?
Kto nas poróżnił i kiedy z godnością?
Zasiadła cisza z głuchoniemym echem
Przy moim stole, głowy pochylając...
Wiem, że natura czyni mnie człowiekiem,
Społecznym wizjom jeno urągając.
Z tą świadomością, pieszcząc klawiaturę,
Pod prąd podążam własnych sił ostatkiem.
Nade mną kłębią chmury się ponure.
Stopy me wiąże ziemia zwiędłym kwiatkiem.
Na przekór temu się nie zatrzymuję
I się wycofać chyba nie potrafię.
Ogniem, co we mnie, strony zapisuję,
Chociaż nikogo tym gestem... nie zbawię (?)
Od zatracenia, co się rozprzestrzenia,
Niczym gangrena człowieczeństwo trawi.
Sztuka jak drzewo, ale bez korzenia...
Lud nad jej grobem w euforii się bawi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz