Zostawiam buty o zachodzie słońca
Wręcz rozchodzone niemalże doszczętnie.
Już w nich nie pójdę do samego końca.
Niechaj w nie stopy swoje wreszcie wepchnie
Kamienujący mnie wciąż wyrzutami,
Że iść powinnam w nich jak balerina,
Nie zahaczając o bruk obcasami,
Kroki stawiając niczym na sprężynach.
Wkładki tych butów oddałam osobom,
Co narzekały na swój los przewrotnie.
Sznurówki zdjęłam, bo ktoś dał mi słowo,
Że mi do kostek nóg mych skrzydła dopnie.
Później zostałam w butach z gołą stopą
Na dróg pustkowiu w krętym rozwidleniu,
Które pokrywał jeno kurz lub błoto
W drzew próchniejących strasznie skąpym cieniu,
Przez co me plecy słońce ugniatało,
Aż się o szlaki czołem podpierałam,
I życie potem ze mnie wysysało,
Przez co na nogach ledwo się słaniałam.
Myślałam, że się oprzeć mogła będę
Na tych osobach, które podpierałam,
Lecz przegoniły mnie niczym przybłędę,
Mimo że siebie dla nich okradałam.
Obtarłam stopy i krwią napoiłam
Przetarte ścieżki w latach odmierzane,
A gdy się marszem donikąd zmęczyłam,
Zdjęłam obuwie z podeszwy zerwane
I obłożyłam poranione nogi
Ziołem skąpanym krystaliczną rosą.
Część pozostałą mej niełatwej drogi
Postanowiłam iść po prostu boso,
Więc zostawiłam o zachodzie słońca
Buty doszczętnie niemalże zniszczone.
Mą gołą stopą zmierzając do końca,
Odkryję prawdą ścieżki utwardzone
Z dotykiem ziemi na spierzchniętych piętach,
Z zębami żwiru weń powgryzanymi,
Pomimo czego będę uśmiechnięta,
Idąc przez życie stopami bosymi,
Nie dbając o tych, co mnie oszukali,
Co mi krytyką ciągłą urągają.
Zniszczone buty po mnie otrzymali,
Czyli niewiele dzisiaj posiadają.
Ja zaś, odchodząc i ich wyprzedzając,
Nie czuję gniewu, tylko satysfakcję.
Zdobywam mądrość, wciąż się potykając.
Wschody mi słońca dają ekscytację.
grafika pochodzi ze strony: tapeciarnia.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz